wtorek, 28 października 2014

Piotr Zaremba "Romans Licealny"


Dzisiaj napisać książkę, a potem ją wydać, może każdy. Pogodynka, medialny szczekacz, żona premiera, przejrzała piosenkarka, dziennikarz. Teoretycznie ten ostatni powinien się na tym znać, w końcu pisaniem zarabia na chleb. Teoretycznie. Dzięki Bogu Piotr Zaremba jest praktykiem i pisze świetnie. Dziennikarz, publicysta, komentator polityczny, nauczyciel i przez chwile również pracownik Biura Bezpieczeństwa Państwa nie jest łatwym w odbiorze pisarzem, ale jednym z tych, których zdecydowanie trzeba znać.
Romans w liceum? Nuda, banał i zmarnowane hektary lasów, można by pomyśleć, zwłaszcza w wydaniu człowieka który ze szkolnego grajdołka trafił w zupełnie inny świat. Takie też miałem odczucia przy pierwszym podejściu do tej lektury. Do czytania zniechęciła mnie też konstrukcja powieści, w której pojawia się wielu narratorów i tyle samo punktów widzenia. Fabuła poszatkowana jest niczym w Grze o Tron, a to bardzo utrudnia czytanie, uniemożliwia identyfikowanie się z narratorem i bohaterami. Książka trafiła z powrotem na półkę, gdzie odstała parę miesięcy. Nie wiem co sprawiło że sięgnąłem po nią ponownie, i czemu tym razem dałem się wciągnąć bez reszty. 
Akcja powieści rozgrywa się na przełomie lat 80-ych i 90-ych. Przez cztery lata śledzimy losy kilkorga uczniów i nauczycieli. Widzimy jak dzieciaki dorastają, stając się dorosłymi ludźmi, po drodze upijając się na domówkach, wagarując, zakuwając do poprawek, przeżywają szkolne upokorzenia, dramaty, zwycięstwa, pierwsze i drugie miłości, a wszystko to w cieniu polityki, historycznych i przełomowych wydarzeń. 
Chociaż bohaterowie Romansu swój egzamin dojrzałości zdali na kilka lat przed tym zanim sam przekroczyłem próg ogólniaka, to ich zachowania, mentalność, szkolna rzeczywistość, opisane z dbałością o najdrobniejszy detal, są niemal identyczne jak "za moich czasów". Chwała autorowi za to że wykreował tak realistyczne postacie młodzieży w trudnym wieku, dorastającej w trudnych czasach.
Polecam gorąco, aczkolwiek zalecam podejście ostrożne i etapowe. 

niedziela, 19 października 2014

Antoni Libera "Madame"


antoni libera madame
Madame miałem przyjemność przeczytać już przeszło dekadę temu. Byłem studentem drugiego roku mało znanego kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo, a jedyna wydana w tamtym czasie powieść Libery znalazła się na liście lektur z Polskiej Literatury Współczesnej.
Rzadko się zdarza, zwłaszcza ostatnimi czasy, by jakaś książka porwała mnie od pierwszych stron, a tak właśnie było z tą powieścią. Madame jest jak kurpiowskie koronki, napisana z dbałością o każdy najdrobniejszy detal. Przepełnia ją trudna do opisania magia, jakiś czar który przyciąga i wciąga głęboko pod powierzchnię utworu, pozostawiając tam czytelnika jeszcze długo po tym jak odwróci ostatnią stronę.
Głównym bohaterem i narratorem jest młody chłopak, licealista zbliżający się do pierwszego przełomowego momentu w życiu, matury. Młodzieniec, któremu przyszło dorastać w latach 60-ych ubiegłego wieku, żyje nieodległą przeszłością, wojną oraz okresem tuż przed jej wybuchem. Jest święcie przekonany że urodził się za późno, bo ciekawe czasy i fenomenalne jednostki należą do przeszłości i nigdy już nie zaistnieją. Wszystko zmienia się za sprawą jednej osoby, nowej nauczycielki francuskiego, która w szare, peerlowskie życie wnosi odrobinę koloru, świeżości, powiew zachodu i wolności. Madame to kobieta nietuzinkowa, elegancka, odrobinę wyniosła i  bardzo pewna siebie, kobieta którą się uwielbia, która nawet nieświadomie każdym swoim gestem, słowem, zachowaniem domaga się tego uwielbienia. Przez to jaka jest w pewien sposób mobilizuje uczniów do buntu wobec rzeczywistości w której przyszło im żyć, choćby miał on przejawiać się w oglądaniu zakazanych Popiołów ze słynną sceną gwałtu na Poli Raksie, czy też poszukiwaniach, dokształcaniu się by zaimponować starszej kobiecie, wreszcie wyborze dalszej drogi życiowej. Fascynacja panią profesor bliska jest zadurzeniu, pierwszemu młodzieńczemu uczuciu, nie przekracza jednak pewnych granic, dobrego smaku, po latach pozostawia miłe wspomnienia. 

Powieść ukazała się również poza granicami naszego kraju. Na ile języków ją przetłumaczono, nie mam pojęcia, ale mam wielką ochotę przekonać się, kolekcjonować kolejne wydania i przekłady. Z pewnością można ją przeczytać po angielsku. Jakiś czas temu pojawiła się nawet plotka o rzekomej ekranizacji przygotowywanej w Holywood. Dzięki Bogu film nie powstał. W Warszawie natomiast, w Teatrze Na Woli, wystawiono sztukę na podstawie "Madame".


sobota, 18 października 2014

Trochę klasyki na początek


Zaczynam z pozytronowym przytupem od wyrażenia opinii na temat jednej z klasycznych już powieści z gatunku Sci Fi, "Pozytronowego Człowieka" Isaaca Asimova. To było moje pierwsze spotkanie z twórcą trzech praw robotyki, i być może nie ostatnie, chociaż tego nie jestem pewien. Pierwsze strony powieści odrobinę nudzą. Ot futurystyczna wizja świata w odległej, bardzo odległej przyszłości, bogaty, znudzony życiem mężczyzna odwiedza chirurga - robota z prośbą by ten wykonał na nim zabieg który stoi w sprzeczności z jednym z trzech praw,  niemożnością skrzywdzenia człowieka. Robot odmawia, słusznie tłumacząc się tym zakazem, a mężczyzna wyjaśnia że jest takim samym robotem jak on i rozpoczyna opowieść o swoim bardzo długim życiu. W tym momencie moje zainteresowanie książką gwałtownie wzrosło. Kolejne strony pochłaniałem z zachłannością godną najlepszego kryminału. Szybko jednak przekonałem się że łatwo można przewidzieć kolejne etapy drogi blaszanego robota do stania się człowiekiem, mało tego, nawet konkretne wydarzenia i sytuacje nie zaskakiwały. Zacząłem się nudzić, zauważać niedociągnięcia i sprzeczności. Autor wielokrotnie powtarzał ustami kolejnych bohaterów drugoplanowych że istota ludzka jest tak niesamowicie złożona, pogmatwana, niepowtarzalna i często irracjonalna, ale do kreacji swoich postaci wykorzystał raptem kilka gotowych schematów. Razi też trochę styl pisarski. Momentami powieść przypominała bardziej jej szkic niż właściwe dzieło. No i najbardziej irytująca sprawa. Główny bohater, tytułowy pozytronowy człowiek, przez dziesięciolecia dążył do tego by stać się jak najbardziej ludzkim, by być człowiekiem, podkreślając co i róż że różni się od innych robotów, by na sam koniec powiedzieć "jestem takim samym robotem jak ty".

Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Jeśli ktoś ambicje przeczytania jak największej ilości znanych tytułów, to jak najbardziej powinien. Natomiast ten kto liczy na to że ta historia w jakiś sposób wpłynie na jego życie, że znajdzie w niej odpowiedzi na nurtujące go pytania, spokojnie może sobie odpuści lekturę.