Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 listopada 2016

Krzysztof Piskorski "Cienioryt"

oczytany facet

Cienioryt jest jedną z tych książek, z którymi nie wiadomo co zrobić. Brakuje słów by cokolwiek na jej temat powiedzieć, napisać. A jeśli już jakieś się pojawiają, to nie są one zbyt pochlebne. Najczęściej wśród nich występuje ta para „wielki zawód”.  Po autorze „Krawędzi czasu”, i laureacie Zajdla, właśnie za Cienioryt, spodziewałem się fantastycznych, literackich fajerwerków, tymczasem otrzymałem podrabiane kapiszony.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Jakub Małecki "W odbiciu"


Przygodę z prozą Jakuba Małeckiego rozpocząłem od końca, czyli od jego ostatniej powieści.  "Dygot" zaintrygował mnie na tyle, że skusiłem się, i sięgnąłem po jedną z wcześniejszych książek autora. Nie wiem czy słaba dostępność powieści Jakuba jest efektem popularności młodego pisarza, czy też nieuwagą wydawców, ale spośród kilku dotychczas wydanych tytułów, w księgarni znalazłem tylko W odbiciu. Przeczytanie w pierwszej kolejności "Dygotu", a potem starszego utworu niestety okazało się błędem. 

wtorek, 26 lipca 2016

Pięć serii fantasy które powinien znać każdy


Sezon urlopowy w środku. Jedni są już po urlopie, i o odpoczynku dawno zapomnieli. Inni natomiast dopiero odliczają dni do wolnego. Zwłaszcza tym spośród Was, znajdującym się w tej pierwszej grupie, przyda się odrobina baśni, aby złagodzić skutki powrotu do pracy. Zapraszam na subiektywne zestawienie cykli, serii i trylogii fantasy, które każdy miłośnik tego gatunku powinien znać, a pozostałych zachęcam do sięgnięcia po którąś z poniższych sag. A może nawet po wszystkie?

poniedziałek, 9 maja 2016

Radosław Lewandowski "Wikingowie. Wilcze dziecictwo" - czyli wiking, giaur i muzułmanin, trzy bratanki, i do topora i do kufla


Radosław Lewandowski jest dobrze znany polskiemu fantastycznemu fandomowi, zwłaszcza tym pochodzącym z Płocka, gdyż właśnie tam powstał Płocki Klub Fantastyki "Elgalh'ai", którego jest współzałożycielem. Jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, na stałe związał się jednak z literaturą. Jest autorem powieści "Yggdrasil Struny Czasu" oraz space opery "Yggdrasil Exodus", i wielu opowiadań. Z zamiłowania historyk, zafascynowany okresem zwanym "złotym wiekiem wikingów". I właśnie w tych czasach osadzona jest akcja jego najnowszej książki Wikingowie. Wilcze Dziedzictwo. 

piątek, 1 kwietnia 2016

Fantastyczny Piątek: Gaiman po rosyjsku, czyli "Tajemna historia Moskwy"

ekaterina sedia tajemna historia moskwy

Rosja to idealne miejsce dla literatury fantastycznej. Kraj w którym wolne media to fikcja, wolność wypowiedzi i sumienia nie istnieje, a niewyobrażalne bogactwo, najnowsze osiągnięcia techniki i nauki, funkcjonują obok biedy i zacofania rodem z dziewiętnastego wieku. Rosja jest zatem  najlepszą glebą dla ziarna literatury fantasy i SciFi. Nic dziwnego zatem że to właśnie tam rozbłysła literacka gwiazda, o której śmiało można powiedzieć że jest rosyjskim Gaimanem. 

czwartek, 4 lutego 2016

Emily St. John Mandel "Stacja jedenaście"

Emily St. John Mandel "Stacja jedenaście" oczytany facet

Od kilku dekad co jakiś czas pojawiają się w mediach doniesienia o straszliwych wirusach, których ofiarami padają setki ludzi i zwierząt. Gdy po raz pierwszy usłyszałem o czymś takim w połowie lat dziewięćdziesiątych, byłem bardzo przerażony. Kolejne ptasie, świńskie i krowie grypy, rozdmuchiwane przez koncerny farmaceutyczne, sprawiły że dziś nikt już się tym nie przejmuje. Trochę jak w tej bajce o chłopcu który krzyczał że nadciąga wilk. Mam tylko nadzieję że nie będzie tak jak w tej opowieści, że gdy jakiś śmiertelny wirus opanuje świat nie zbagatelizujemy tego, jak ma to miejsce w Stacji jedenaście Emily St. John Mandel.

czwartek, 17 grudnia 2015

Naomi Novik "Smok jego Królewskiej Mości"



Smok to niezwykłe  stworzenie. Istota mitologiczna, pojawiająca się w legendach i mitach różnych kultur, przedstawiana jako sporych rozmiarów gad, obdarzony niezwykłą inteligencją. W kulturze chrześcijańskiej smok symbolizuje zło, stąd też w legendach dotyczących świętego Jerzego pojawia się wątek jego potyczki z tym stworzeniem. Bez względu na to z jakiej mitologii pochodzi, jest zwierzęciem bardzo niebezpiecznym i drapieżnym. Taki jest też jego wizerunek we współczesnej literaturze. Wyjątkiem jest powieść Naomi Novik, Smok jego Królewskiej Mości.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Terry Pratchett "Panowie i Damy"

świat dysku panowie i damy recenzja

Gdy miałem lat naście, należałem do grona miłośników twórczości Terrego Pratchetta. Zaczytywałem się pasjami w kolejnych częściach Świata Dysku, lub Dywanu, płacząc ze śmiechu i wprowadzając zapożyczone z kart powieści zwroty do życia codziennego. Nigdy nie przeczytałem wszystkich tomów, co nie należy do najłatwiejszych wyczynów, biorąc pod uwagę płodność autora. Dlatego bardzo ucieszyłem się, gdy z niejakim opóźnieniem odkryłem wznowienie serii.

sobota, 14 listopada 2015

Siergiej Łukjanienko "Nowy patrol"


Siergiej Łujanienko "Nowy patrol"  recenzja
Wielka magia, potężne czarownice narzekające na głupotę telewizyjnych programów i starożytni magowie robiący zakupy w osiedlowym markecie. Oto piąta część popularnej serii opowiadającej o ciemnych i jasnych magach, próbujących koegzystować obok siebie we współczesnym świecie. O autorze, Siergieju Łukjanience, mogliście przeczytać niedawno w ramach fantastycznego piątku. Dzisiaj przyjrzę się wydanemu w ubiegłym roku Nowemu patrolowi.

piątek, 13 listopada 2015

Fantastyczny piątek - Piers Anthony


Piers Anthony, a dokładniej to Piers Anthony Dillingham Jacob, amerykański pisarza fantasy i sci fi. Znany jest głównie jako twórca ciągnących się w nieskończoność cykli powieściowych, z których najbardziej znanym (i najdłuższym,  mniej więcej 40 tomów) jest cykl o świecie "Xanth". Dla wielu odbiorców fantastyki, o wysublimowanych gustach i upodobaniach fakt bycia pisarzem serialowym jest nie do przyjęcia, i kolejne powieści Piersa stawiają na półce obok harequinów i innych kioskowych sag. Jego proza nie należy do najambitniejszych, a przynajmniej nie te kilkanaście tytułów przetłumaczonych na język polski, ale wrzucanie go do jednego worka z fantazjami samotnych, starszych pań to przesada. Tym bardziej że polski fandom zachwyca się mangowymi seriami dobijającymi do 100 tomów. Piers pisze lekko i przyjemnie, okraszając swoje powieści ogromną dawką angielskiego humoru i specyficznego nastroju, który każdemu przywodzi na myśl coś innego. Za każdym razem gdy sięgam po kolejną część Xanth, czuję się jak gdybym wracał z bardzo daleka do rodzinnego domu, gdzie jest ciepło, bezpiecznie i otaczają mnie przyjaźni ludzie. 

piątek, 2 października 2015

Fantastyczny Piątek - Siergiej Łukjanienko



Mody literackie, jak wszystkie inne mody, szybko mijają. W pewnych przypadkach (patrz na przykład Grey) to idealne rozwiązanie. O złych książkach i autorach z wyraźnymi problemami natury psychicznej, należy zapomnieć jak najszybciej. Niestety czasem dotyka to również literatów z średnich i górnych półek. Tak też było z Siergiejem Łukjanienko, pisarzem który plasuje się gdzieś pomiędzy nimi. Swego czasu było o nim głośno w Polsce, z racji dwóch ekranizacji jego powieści, "Nocny Patrol" i "Dzienny Patrol". Dziś już chyba tylko zagorzali miłośnicy fantastyki wiedzą kim jest twórca patroli jasnych i ciemnych. 

piątek, 25 września 2015

Fanastyczny piątek

Piątek jest najmilszym dniem tygodnia. Po dniach wypełnionych trudem i znojem, pracą, wczesnym wstawaniem i wieloma innymi nieprzyjemnościami, nadchodzi w końcu ten moment gdy można na chwilę złapać oddech. Czas w którym wszystko jest możliwe, nawet to że znienawidzona koleżanka z pracy zostaje przez ciebie pokonana w magicznym lub słownym pojedynku i ze wstydu zapada się pod ziemie, ewentualność że  wbijesz się na cudze wesele i poznasz miłość swojego życia, albo próbując się wymigać od porządków ukryjesz się w szafie z ulubioną książką i odnajdziesz drogę do równoległego świata. Idealny czas na odrobinę literatury fantastycznej i SciFi.

Dziś nie będzie recenzji jako takiej. Chciałbym abyście poznali kobietę która dla fantastyki zrobiła to co Jane Austen dla literatury pięknej. Urusla K. Le Guin. Autorka dwóch cykli powieściowych, Zimemiomorze i Ekumen, znany też jako Haim, oraz kilkunastu książek i wielu opowiadań. Pochodzi z rodziny inteligenckiej. Jest córką antropologa Alfreda L. Kroebera i pisarki Theodory Kroeber. Stąd też jej zainteresowania literaturą  socjologią i antropologią społeczną, te ostatnie wyraźnie widoczne w jej twórczości. Pierwsze próby literackie poczyniła w bardzo młodym wieku. Mając zaledwie jedenaście lat wysłała swoje opowiadanie do magazynu literackiego o tematyce science fiction. Opowiadanie zostało odrzucone, co sprawiło że młodziutka pisarka porzuciła ten gatunek, parając się prozą nie fantastyczną. Nie przyniosło jej to popularności ani tym bardziej satysfakcji. Dopiero po wielu latach, na początku  lat sześćdziesiątych wróciła do swych literackich korzeni i zainteresowań.  Pierwszą powieścią, która została doceniona zarówno przez czytelników, jak i krytyków, nagrodzona Hugo i Nebula, jest Lewa ręka ciemności

Bardzo wyraźne nawiązania do nauk społecznych, sprawiają że proza Le Guin nie jest tylko zwykłą rozrywką, dobrze napisaną bajką dla dorosłych. Krytycy i znawcy przypinają powieściom Ursuli łatkę tak zwanej soft science fiction, oraz feministycznej science fiction. Odnoszę wrażenie że fantastyka jest dla pisarki tylko pretekstem, rusztowaniem, na którym tworzy swoje historie, poruszając tematykę często niewygodną. Łatwiej pisać jest o pewnych sprawach, gdy dotyczą one innych, pozaziemskich cywilizacji, albo fantastycznych światów. Dla przykładu, w we wspomnianym już cyklu Haim, autorka porusza problem zetknięcia się ze sobą kompletnie obcych, będących na różnych stopniach rozwoju cywilizacji, co wywołuje szok i chaos wśród przedstawicieli obydwu cywilizacji. Natomiast w bardziej znanym cyklu Ziemiomorze, bardzo obecne są przesłania ekologiczne i feministyczne. Magia, której nie nauczysz się na lekcjach ani z ksiąg, jeżeli nie połączysz się z naturą. Kobieta, właściwie dziewczynka, w której dłoniach znalazło się życie potężnego maga oraz klucz do zażegnania konfliktu trwającego od stuleci. To również opowieść o tym że nie należy podejmować pochopnych decyzji, a konsekwencje naszych uczynków mogą wywrzeć piętno na całym naszym życiu.

Saga o Czarnoksiężniku z Archipelagu doczekała się dwóch ekranizacji. Aktorskiego serialu i japońskiej animacji. Wersja aktorska jest całkiem ładnie zrobiona, ale mocno spłycono przesłanie papierowej wersji. Animację stworzyli ludzie odpowiedzialni za sukcesy studia Ghibli. Tym razem jednak nie udało się stworzyć filmu porywającego fabułą, ani też animacją. Z pięknej, wielowarstwowej historii pozostało tylko kolorowe, wymięte opakowanie. 

Niestety talentu Ursuli K. Le Guin nie doceniają również polscy wydawcy. Pojedyncze tytuły pojawiają się czasem w sprzedaży, ale naprawdę bardo rzadko. Łatwiej znaleźć starsze wydania, na allegro, w antykwariatach lub na wyprzedaży w bibliotekach. Jakimś cudem, w zeszłym roku na rynek trafiło piękne zbiorcze wydanie Ziemiomorza. Potem zapadła znów cisza, i próżno szukać kolejnych, tak udanych wznowień. Pozostaje więc czekać aż wydawcy się opamiętają, albo szlifować swój angielski i czytać w oryginale. 

niedziela, 19 lipca 2015

C.S. Lewis "Mroczna wieża"


Z dzieciństwa pamiętam wielką fascynację cyklem powieściowym Opowieści z Narnii. Pamiętam pierwsze moje spotkanie z tą fantastyczną historią, w pewien sobotni poranek, gdy ze starszym bratem oglądałem po raz pierwszy animowaną adaptację Lwa, Czarownicy i Starej Szafy. Dopiero potem w moje ręce trafił cały cykl książek, które z bratem czytaliśmy na zmianę. Sięgałem po te powieści później jeszcze wiele razy, i niektóre tomy znałem niemal na pamięć. Wiele lat później, dzięki przemiłej redaktor naczelnej portalu dobre książki, miałem okazję poznać prozę Lewisa z nieco innej strony.

Mowa tutaj o wydanym w 2013 roku tomie krótkich form prozatorskich, autorstwa Lewisa, wcześniej raczej nie znanych szerszemu gronu odbiorców, a z pewnością nie polskim czytelnikom. Opowiadania i nowele, zawarte w tym tomie, odnalazł po śmierci autora w jego notatnikach i dokumentach, sekretarz i pomocnik Walter Hooper, jak głosi wstęp napisany przez tegoż właśnie Pana. Rękopisy zostały uratowane przed wrzuceniem do ogna, gdzie trafiło wiele z dokumentów pozostawionych przez zmarłego pisarza. Uważam że niszczenie spuścizny po tak wybitnych osobistościach jest złe, ale jednocześnie twierdzę że nie wszystko co zostało stworzone przez autora, powinno trafić do druku. Najwyraźniej sam Lewis też nie uważał by akurat te konkretne utwory nadawały się do publikacji. Sam fakt że dwa z nich, tytułowa Mroczna wieża, i ostatni w tomie Po dziesięciu latach, urywają się w trakcie, nawet nie wiadomo czy w połowie, czy też bliżej końca, przemawia za tym że takiego tekstu nie powinno się udostępniać. Czytelnik rozczarowany, nie dowie się jak obie historie się zakończyły, czego nie próbuje nawet dojść wspomniany już sekretarz, w wyjaśnieniach do obydwu utworów. 

Generalnie nie przepadam za opowiadaniami. Zanim człowiek zdąży się wczuć w akcję, polubić lub znienawidzić bohaterów, nadchodzi koniec i, albo zostajesz z niczym, albo zaczynasz czytać coś nowego, pobieżnie i niedokładnie, jedną nogą pozostając wciąż w zakończonej opowieści. Nie inaczej sprawa wygląda w przypadku Mrocznej wieży. Jedynie dwa teksty wciągnęły mnie i przypadły mi do gustu, tytułowa nowela i Anioły opiekuńcze. Mroczna wieża zainteresowała mnie swoim nietypowym podejściem do tematyki podróży w czasie, które potem niestety nieco zmalało. Próba uchwycenia filozoficznych rozważań na temat czasu w ramy ścisłej nauki przez pisarza - humanistę z krwi, kości i z duszy, wypada niezbyt przekonująco. Brak zakończenia tej, mimo wszystko zajmującej prozy, sprawił że miałem ochotę wyrzucić książkę przez okno. Anioły opiekuńcze natomiast, ukazały nieco inne oblicze angielskiego, konserwatywnego i nieco skostniałego dżentelmena, który zawsze kojarzy mi się z Antonym Hopkinnsem wcielajacym się w C.S. Lewisa w filmie Cienista dolina. Okazuje się że twórca postaci Alsana miał doś specyficzne poczucie humoru. Anioły przypominają mi też inną świetną powieść z tego gatunku, Kroniki Marsjańskie Raya Bradburyego. Poza tym że akcja obydwu utworów rozgrywa się na Marsie, to u obydwu autorów odnalazłem podobny klimat. Zaskakujące jest jaką wiedzę, lub też wyobraźnie na tyle bogatą, by umożliwić Lewisowi zobaczenie tego jak w przybliżeniu będą wyglądać w przyszłości podróże międzyplanetarne. Opowiadanie powstało przecież znacznie wcześniej, zanim rozpoczął się kosmiczny boom. 

Mroczna wieża spodoba się miłośnikom poza Narnijskiej twórczości Lewisa. Dla mnie jednak, wielkiego fana Ryczipiska i pozostałych niezapomnianych postaci, biorąc też pod uwagę perspektywę czasu, setki przeczytanych książek i obejrzanych filmów, opowiadania te wydają mi się nieco blade, pozbawione ikry i tego czegoś co przyciąga czytelników. Ani porywające, ani zachwycające. Do przeczytania, i szybkiego zapomnienia, bez żalu.


poniedziałek, 25 maja 2015

Mathias Malzieu "Mechanizm serca"


Przyjemność przeczytania Mechanizmu Serca spotkała mnie kilka lat temu, gdy jeszcze pracowałem jako bibliotekarz w jednej z bibliotek miejskich. Nie pamiętam co dokładnie skłoniło mnie do przeczytania tej powieści autorstwa  francuskiego muzyka i piosenkarza o bardzo trudnym do wymówienia i zapamiętania nazwisku oraz imieniu, tak wiele było powodów. Jednym z nich była okładka, rysunek przedstawiający parę w stylu filmów Burtona. Taki też jest Mechanizm serca, Burtonowski od pierwszej do ostatniej strony, chociaż nie tak upiornie zabawny. 

Powieść urodził się w najzimniejszy dzień w dziejach świata, 17 kwietnia 1874, w Edynburgu. Chłopiec ma wielkiego pecha już od pierwszych chwil życia. Jego serce jest zamarznięte a jedyną szansą na to by przeżył jest nietypowo operacja, wszczepienie w miejsce serca mechanizmu z zegarka z kukułką. Niebezpiecznego zabiegu dokonuje doktor Madelein. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden mankament. Otóż Jack nie może nigdy się zakochać, gdyż wtedy jego serce pęknie. Niestety serce naszego bohatera zaczyna szybciej .... kukać na widok pewnej śpiewaczki. Chcąc uniknąć nieszczęśliwego zakończenia swojego życia, oraz konfrontacji z konkurentem do serca swojej wybranki, postanawia zniknąć z ich życia i wyrusza w świat. Podczas swojej podróży poznaje wiele ciekawych postaci, przeżywa liczne przygody. Zaabsorbowany swoja ucieczką nie zauważa pewnego znaczącego szczegółu. 

Zakończenie tej baśni dla dorosłych jest w dużej mierze przewidywalne, ale też nieco zaskakujące, i naprawdę bardzo, bardzo smutne. Dosyć kontrowersyjna historia, z wątkami delikatnie erotycznymi, spotyka się ze skrajnym przyjęciem. Niektórych powieść obrzydza, innych zachwyca. Ja należę do tej drugiej grupy, i z nie gasnącą nadzieją czekam na kolejne książki tego autora.


sobota, 27 grudnia 2014

Michael Ende "Momo, czyli osobliwa historia o złodziejach czasu i dziecku, które zwróciło ludziom skradziony im czas"


Dojrzały czytelnik jest w o tyle lepszej sytuacji od czytelnika dziecięcego, i nie mam tu na myśli tylko wieku ale również stan umysłu, że z powodzeniem i przyjemnością może czytać również literaturę dziecięcą. Często bywa tak, że w dorosłym życiu sięgamy po naszą ulubioną książkę z dzieciństwa i, pod pretekstem czytania własnemu dziecku, toniemy w niej bez reszty. Tak właśnie było z Momo. Co prawda w dzieciństwie namiętnie zasłuchiwałem się w słuchowisku radiowym pod tym samym tytułem, a w postaci papierowej natrafiłem na tę piękną baśń dopiero w tym roku. Nie zmienia to jednak faktu że po raz drugi zakochałem się w tej historii, odnajdując w niej wiele szczegółów niezauważalnych dla małego chłopca. 

Momo, czyli osobliwa historia o złodziejach czasu i dziecku, które zwróciło ludziom skradziony im czas, jak sam tytuł wskazuje, jest opowieścią o małej i dzielnej dziewczynce, która ratuje świat. Historia w niczym nie podobna do dzisiejszych plastikowych papek o dziecięcych super bohaterach, serwowanych naszym pociechom na każdym kroku. Momo nie posiada żadnych mocy, nie jest nieśmiertelna, nie ma żadnej broni, nie ma nawet prawdziwego domu i rodziny. Jedyne co posiada to przeogromne serce, w którym znajdzie się miejsce dla każdego, bogatą wyobraźnię, wiarę w dobro i w ludzi oraz nieskończone pokłady czasu, który jest w stanie zaofiarować każdemu. Dziewczynka żyje sobie spokojnie w starych ruinach, otoczona wianuszkiem przyjaciół, rówieśników i dorosłych. Pewnego dnia zostaje jednak sama. Nagle okazuje się że nikt nie ma dla niej czasu. Wszystko to jest sprawką Szarych Panów, którzy pojawiają się nie wiadomo skąd, i zabierają ludziom czas. Mała Momo, odporna na ich bełkotliwe gadki, godne najlepszych pracowników banków, staje się dla nich zagrożeniem, które należy usunąć. Przerażona i osamotniona Momo znajduje wsparcie w żółwicy Kasjopei, przewidującej przyszłość na pół godziny w przód. Drugim sprzymierzeńcem jest zarządca czasu Mistrz Secundus Minutius Hora. 

Piękna i wciągająca bajka, odpowiednia dla czytelnika w każdym wieku. Napisana być może trochę zbyt prostym językiem, podsuwam nam prawdę tak oczywistą, że łatwo ją przeoczyć. Czas spędzony z bliskimi osobami, czas poświęcony komuś, a nawet czas przeznaczony na drobne przyjemności jest naszym skarbem, jest bezcenny i niezbędny dla życia.

środa, 26 listopada 2014

Susanne Clarke "Jonathan Strange i Pan Norell"


Trzytomowe dziełko brytyjskiej pisarki, Susanne Clarke, jest jak śnieżna kulka rzucona ze szczytu wysokiej góry. Upada na ziemię i toczy się, stając się coraz większą i bardziej niebezpieczną. Początek pierwszego tomu  może być trochę nudny dla miłośników gatunku. Jak na powieść fantasy dosyć długo nie dzieje się nic fantastycznego ani magicznego. Co prawda mamy do czynienia z całą bandą magów, ale są to magowie stricte brytyjscy, bardziej naukowcy teoretycy od magi. Panowie magowie zbierają się w bibliotece i dyskutują na tematy magii i czarów. Broń Boże nie wolno jej uprawiać. To nie przystoi prawdziwemu dżentelmenowi. Wśród znakomitego towarzystwa ogromną popularnością i szacunkiem cieszy się Pan Norell, mag o ogromnej wiedzy i zagorzały przeciwnik praktyk czarnoksięskich. Jest poważany nie tylko przez kolegów po fachu, ale również przez zwykłych mieszkańców Londynu. Zapraszany na obiady, bankiety i bale bryluje w towarzystwie. Pewnego dnia pojawia się nowy mag, młody Jonathan Strange. Początkowo niewiele wie na ten temat, ale jest rządny wiedzy i ma chłonny umysł. Szybko zyskuje przyjaźń Pana Norella, od którego wiele się uczy. Nadchodzi w końcu moment, w którym Jonathan postanawia sprawdzić to czego się nauczył w praktyce. Błyskawicznie staje się osobą najbardziej pożądaną w dziewiętnastowiecznej londyńskiej śmietance towarzyskiej i otrzymuje posadę głównego maga w armii. Jak można łatwo się domyśleć, przyjaźń pomiędzy magami przeradza się w rywalizację. 

Z każdym rozdziałem zapadamy się coraz głębiej w bagno, jakim okazuje się być magia praktyczna. Poznajemy elfy, mroczne, niemal pozbawione uczuć, samolubne i dumne istoty, które nienawidzą ludzi, zmuszających ich czarami do posłuszeństwa. Dowiadujemy się też co tak naprawdę kieruje Panem Norellem, i dlaczego jak ognia unika rzucania zaklęć. Klimat powieści z zabawnego pastiszu nie wiadomo kiedy przeradza się w mroczną, ciężką i przyprawiającą o dreszcze powieść, od której nie sposób się oderwać.

Jonathan Strange i Pan Norell to naprawdę świetna fantastyka. W skali od 1 do 10 zdecydowanie 10 +, przy czym taką samą punktację przyznaję twórczości Gaimana. Kto zna i lubi tego pan już powinien biec do najbliższej księgarni albo biblioteki.Pozostali muszą uwierzyć mi na słowo. Warto.