Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura hiszpańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura hiszpańska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 stycznia 2017

Jordi Llobregat "Sekret Wesaliusza"

foto. internet
Są takie książki, które przekładamy i przekładamy w kolejce tytułów oczekujących na naszą uwagę i przeczytanie. Tak jak gdybyśmy podświadomie przeczuwali że obcowanie, że "to zła książka jest". Czasem jest to zupełny przypadek. Powieść okazuje się fantastyczną, a my możemy tylko pluć sobie w brodę, że tak długo zwlekaliśmy. Bywa jednak że faktycznie od pierwszego zetknięcia z książką, nie odbieramy tych literackich fluidów.

środa, 30 listopada 2016

Długa, szara "Zima w Lizbonie"


Literatura hiszpańska większości miłośników słowa pisanego od razu kojarzy się z Zafonem, ewentualnie z Eduardem Mendozą, lub innymi, podobnymi pisarzami. Mroczna i jednocześnie gorąca historia, przetykana imionami, nazwami przywodzącymi na myśl najpiękniejsze chwile wymarzonych wakacji na Costa Brava. Tego też spodziewałem się po Zimie w Lizbonie, Antonio Muñoz Molina. Otrzymałem jednak najprawdziwszą zimę. Długą, szarą i nudną. 

czwartek, 8 września 2016

Rosa Ribas, Sabine Hofmann "Dar języków"

http://selkar.pl/dar-jezykow-2?from=listing&campaign-id=4?aff=dzeykob

Z kryminałami jest tak że się je uwielbia, albo reaguje na nie alergią. Od każdej reguły zdarzają się wyjątki. Czasem ktoś wpadnie na genialny pomysł, który w połączeniu z talentem owocuje powieścią uwielbianą przez miłośników sensacji, oraz przez tych, którzy po ten gatunek sięgają z niechęcią. Coś takiego udało się napisać Rosie Ribas i Sabinie Hofmann.

wtorek, 19 lipca 2016

Ildefonso Falcones "Katedra w Barcelonie"


"Największy hiszpański bestseler ostatnich lat". Takie hasło zachęca do lektury na okładce powieści Ildefonso Falcones. Od lat odkładałem tę książkę na później, bo było coś innego do przeczytania, bo zawsze przecież zdążę. W końcu jednak musiałem się za nią zabrać. Pisarz będzie gościem Miesiąca Spotkań Autorskich, i chociażby dla tego trzeba przeczytać jego najbardziej znaną powieść. Udało się. Przeczytałem Katedrę w Barcelonie, chociaż łatwo nie było. 

niedziela, 13 marca 2016

Cristina Sánchez-Andrade "Zimowe panny"


Cristina Sánchez-Andrade "Zimowe panny"  recenzja oczyatny facet blog

Czym wyróżnia się dobra literatura spośród całej masy lepszych i gorszych książek, zwykłych czytadeł? Po pierwsze, oprócz intelektualnej rozrywki, dotyka w czytelnikach pewnych strun, z których istnienia czasem nawet sami nie zdawali sobie sprawy. Porusza tematy ważne, ale nie mówi o nich wprost. Ma wpływ na nasze życie. Pozwala na chwilę przenieść się w miejscu i czasie, nawet o setki, tysiące kilometrów i dziesiątki lat. Taka właśnie jest najnowsza powieść hiszpańskiej pisarki, Cristiny Sánchez-Andrade.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Marian Izaguirre "Tamte cudowne lata"




Tamte cudowne lata to powieść w starym stylu, niedzisiejsza, magiczna jak stara pozytywka babci, z tańczącą małą baletnicą. Zamiast trzymać w ciągłym napięciu, zapierać dech w piersiach zwrotami akcji, prowadzi czytelnika uliczkami ludzkich emocji, przeżyć, tragedii różnego kalibru. Nie pozwala oderwać się od lektury i pozostawia lekki niedosyt, gdy dobrniemy do końca. 

Marian Izaguirre, autorka tej pięknej powieści, pochodzi z Bilbao, ale mieszka w Madrycie, gdzie też umiejscowiła część akcji swojej książki. Historia, którą poznajemy rozgrywa się w dwóch liniach czasowych, w Madrycie lat pięćdziesiątych oraz w Anglii i Francji, głównie w Paryżu, w latach 1900 – 1940, które w pewnym momencie łączą się w jedną. Praktycznie od razu czytelnik orientuje się o co chodzi, że coś takiego będzie mieć miejsce, ale nie umniejsza to przyjemności płynącej z czytania. Głównymi bohaterami powieści są Alice, samotna, nieco tajemnicza angielka w podeszłym wieku, oraz Matias i Lola, małżeństwo prowadzące antykwariat w zapomnianym przez świat zaułku Madrytu. Poznają się przypadkowo, gdy spacerująca Alice, miłośniczka literatury, spotyka Matiasa niosącego pod pachą stertę książek. Śledząc go trafia do antykwariatu, do którego od tej pory zagląda kilka razy w tygodniu. Kobieta chcąc pomóc antykwariuszowi, który ledwie wiąże koniec z końcem, zaczyna po kryjomu podrzucać do sklepu swoje książki, które potem kupuje. W ten sposób w ręce małżeństwa trafiają wspomnienia niezwykłej kobiety, których lektura stanie się podstawą przyjaźni między Alice a Lolą. 

Cudowne lata z pewnością nie przypadną do gustu czytelnikom preferującym powieści o wartkiej akcji i łatwe w odbiorze. Książka ta wymaga bowiem uwagi, skupienia i zaangażowania osoby czytającej, aby odkryć wszystkie drobne niuanse, kolory, odcienie i zdobienia.  Opowieść, w której pozornie nic się nie dzieje, przeradza się w dramat człowieka  dwudziestego wieku, stratowanego przez historię, nieustannie wystawianego na próbę przez los. To również opowieść o sile ducha, pochwała prostego życia, historia miłości, także do literatury. W powieści przewijają się nazwiska znanych pisarzy i poetów, a także tych dzisiaj już zapomnianych. Marian wyraźnie zafascynowana poezją Emily Dickinson, często przytacza fragmenty jej wierszy, oczarowując czytelnika nie tylko swoją prozą, ale również strofami tej pięknej poezji. Poznajemy też nieco lepiej kawałek współczesnej historii Hiszpanii, autorka bowiem delikatnie zarysowuje wątek wojny domowej w Hiszpanii, która pozostawia piętno na całej trójce. 

Czy Tamte cudowne lata mają jakieś wady? Zauważyłem tylko jedną, pewną przewidywalność, o której już wspomniałem. Nie warto jednak skupiać się na wadach, a raczej uwagę poświęcić zaletom, a tych jest znacznie więcej. Przede wszystkim klimat, pełen melancholii, tęsknoty, drobnych radości i ciepłych uśmiechów, tym cenniejszych że przebijających grubą warstwę smutku i zgryzot. To również hołd złożony kulturze, sztuce wysokiej, a przede wszystkim literaturze.

środa, 8 lipca 2015

Powieść w trzech aktach




Powieść , Jaśnie Pan, wzbudziła moje zainteresowanie podczas tegorocznej edycji Europejskiej Nocy Literatury. Jej fragment wspaniale zagrał Sławomir Orzechowski. Zaintrygowany niezwłocznie udałem się do księgarni by nabyć swój egzemplarz. Potem książka trafiła na półkę, gdzie przeleżała jakiś czas. Musiała odczekać swoje w kolejce, by zostać przeczytaną. Od pierwszych stron wiedziałem że będzie to lektura niezwykła. Nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo. 

Akcja powieści rozgrywa się w zimnej i mokrej Barcelonie, na przełomie listopada i grudnia 1799 r. Zbliżający się koniec roku i wieku wzbudza wśród mieszkańców miasta różnorakie emocje, głównie bardzo płytkie, związane z uroczystym The Deum i balem u markiza de Dosrius. Pierwsze sceny powieści ukazują z lekkim przymrużeniem oka śmietankę towarzyską Barcelony podczas przyjęcia u wspomnianego markiza. Tej samej nocy dochodzi do zbrodni. W hotelowym pokoju zostają znalezione zwłoki znanej śpiewaczki, słowika z Orleanu, Marie de l’Aube Desflors . Oskarżonym dokonania morderstwa zostaje młody poeta Andreu, który miał tego pecha że spędził z divą upojny wieczór, pozostawiając  ślad swojej obecności w jej apartamencie. Od tego momentu lekka historyjka o osiemnastowiecznych wyższych sferach przeradza się w smutną opowieść o zepsuciu, zakłamaniu, upadku moralności. Okazuje się że tak naprawdę mamy do czynienia nie z jedną zbrodnią, a czterema. Która z nich jest najgorsza? Autor nie rozstrzyga tego, pozostawiając ocenę czytelnikowi. 

, mistrz literatury katalońskiej, dla polskiego miłośnika słowa pisanego, odkryty został dosyć późno, bo zaledwie kilka lat temu ukazały się pierwsze przekłady jego powieści na język polski. To właśnie Jaśnie Pan był tym przełomowym dziełem pisarza, które przyniosło mu nie tylko wiele nagród, ale też sławę i popularność.  Autor bardzo udanie opisuje hiszpańskie realia końca XVIII wieku, nawet niezauważenie przemycając na karty powieści sporą dawkę historii, przy okazji poruszając ważki i ponadczasowy temat moralności i sprawiedliwości. 

Powieść przypomina operę. Takie skojarzenie budzi konstrukcja powieści. Autor podzielił ją, nie wiem czy przypadkowo czy świadomie, na trzy części – trzy akty. Za takim porównaniem przemawia również zamieszczony na końcu książki spis postaci występujących w dramacie, dokładnie tak jak w libretcie. O operze często tez rozmawiają bohaterowie Jaśnie Pana, a dwóch z nich takowe tworzą. Zbyt współczesny język jakim  opisał wymyśloną przez siebie historię, liczne wulgaryzmy, które włożył w usta swych bohaterów, oraz zbieranina najróżniejszych, przeważnie podłych i obrzydliwych, artystów, karierowiczów, rozpustnych, żądnych władzy osób przywodzi na myśl operetkę czy też nawet burleskę. Chwilami staje się to wręcz irytujące, tak jak ciągłe powtarzanie wieloczłonowych, trudnych do zapamiętania i wypowiedzenia imion oraz nazwisk. 

Mimo tych kilku wad Jaśnie Pan jest świetną powieścią, którą czyta się jednym tchem. Z pewnością spodoba się miłośnikom prozy Zafona, ale też poszukiwaczom literatury niebanalnej, pozbawionej zbędnych udziwnień. Zdecydowanie polecam.