Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 stycznia 2017

Jordi Llobregat "Sekret Wesaliusza"

foto. internet
Są takie książki, które przekładamy i przekładamy w kolejce tytułów oczekujących na naszą uwagę i przeczytanie. Tak jak gdybyśmy podświadomie przeczuwali że obcowanie, że "to zła książka jest". Czasem jest to zupełny przypadek. Powieść okazuje się fantastyczną, a my możemy tylko pluć sobie w brodę, że tak długo zwlekaliśmy. Bywa jednak że faktycznie od pierwszego zetknięcia z książką, nie odbieramy tych literackich fluidów.

czwartek, 8 września 2016

Rosa Ribas, Sabine Hofmann "Dar języków"

http://selkar.pl/dar-jezykow-2?from=listing&campaign-id=4?aff=dzeykob

Z kryminałami jest tak że się je uwielbia, albo reaguje na nie alergią. Od każdej reguły zdarzają się wyjątki. Czasem ktoś wpadnie na genialny pomysł, który w połączeniu z talentem owocuje powieścią uwielbianą przez miłośników sensacji, oraz przez tych, którzy po ten gatunek sięgają z niechęcią. Coś takiego udało się napisać Rosie Ribas i Sabinie Hofmann.

środa, 22 czerwca 2016

Tove Alsterdal "Weź mnie za rękę"

Każdy ma jakąś przeszłość, a w niej ukrytą tajemnicę. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy, przekonani że nasza historia należy do tych najzwyklejszych, banalnych życiorysów. Wystarczy jednak przypadek, jedna chwila zwątpienia, pytanie zadane niewłaściwej osobie, i już kij tkwi w środku mrowiska. A potem wszystko się wali i wywraca do góry nogami. O tym właśnie opowiada Tove Alsterdal w swojej najnowszej książce.

niedziela, 15 maja 2016

Koszmar minionego lata po poslku, czyli Anna Kańtoch "Łaska"

anna kańtoch "Łaska"

Od kilku lat literatura sensacyjna, a zwłaszcza kryminały, święci triumfy. Jest chętnie czytana także przez tych którzy czytają mało, albo prawie w ogóle. Doczekała się nawet swoich własnych, tematycznych festiwali. Wspólnie z autorami organizowane są kryminalne gry miejskie, które cieszą się równie dużym powodzeniem. Coraz częściej też ku literaturze z dreszczykiem zwracają się pisarze, którzy dotychczas tworzyli w zupełnie innych gatunkach. Tej literackiej modzie poddała się Anna Kańtoch, autorka powieści fantasy dla młodzieży i dorosłych.

niedziela, 1 maja 2016

Donna Tartt "Mały przyjaciel", czyli mała zemsta



Proza Donny Tartt potwierdza że powiedzenie "do trzech razy sztuka" jest jak najbardziej prawdziwe. Pierwsze spotkanie z jej twórczością było dość niekorzystne. "Tajemna historia" nudziła, irytowała niemiłosiernie. "Szczygieł" zainteresował mnie od pierwszych stron, aczkolwiek odrobina wymęczenia czytelnika pozostała. Mały przyjaciel, druga powieść w dotychczasowym, skromnym dorobku pisarki, zachwyca niemal do ostatnich stron. 

wtorek, 15 grudnia 2015

Paul Auster "Trylogia Nowojorska"


paul auster trylogia nowojorska recenzja

Paul Auster jest jednym z wybitniejszych pisarzy amerykańskich. Przez krytyków ceniony na równi z Kurtem Vonnegutem i Philipem Rothem. Jest autorem wielu opowieści, esejów i wierszy, od których rozpoczęła się jego kariera pisarska. Auster jest również związany z kinem, jako autor scenarzysta i reżyser. Najbardziej znaną książką w pisarskim dorobku jest Trylogia nowojorska, która to przyniosła pisarzowi największą sławę. 

piątek, 18 września 2015

Andrzej Szynkiewicz "Gniewne lato"




andrzej szynkiewicz gniewne lato

Do sięgnięcia po Gniewne lato zachęciła mnie zapowiedź spotkania autorskiego, dosyć niekonwencjonalnego, które niebawem ma się odbyć w jednej z wrocławskich bibliotek. Z wielką radością zacząłem czytać, następcę Marka Krajewskiego, jak sobie wyobrażałem. Już po kilku stronach przekonałem się jak bardzo moje oczekiwania rozminęły się z rzeczywistością.

Gniewne lato jest zbiorem czterech dłuższych nowel, które łączy ze sobą postać głównego bohatera i narratora, Wilhelma Knocke, byłego policjanta, obecnie prywatnego detektywa, oraz miejsce akcji, przedwojenny Wrocław. Brzmi znajomo, prawda? Na tym jednak podobieństwa do powieści Marka Krajewskiego się kończą. Autor Gniewnego lata, Andrzej Szynkiewicz, jest miłośnikiem retro kryminałów, o czym informuje nas nota biograficzna. Powinien być zatem dobrze zaznajomiony z tego typu literaturą, mieć świetne wyczucie klimatu, i chociaż ogólne pojęcie o obyczajach panujących w tamtych czasach, do czego nie potrzebne jest oryginalne hobby, tylko odrobina oczytania, albo uwagi poświęconej opowieściom babci czy starej ciotki. Niestety jego proza całkowicie temu zaprzecza. Szynkiewicz nie potrafił zbudować odpowiedniego nastroju jaki towarzyszy retro powieściom kryminalnym. Autor zasypuje czytelnika potworną ilością niemieckich nazw ulic, co chwila odsyłając do przypisów, a to nie wystarczy by oczarować. Równie dobrze Wilhelm mógłby nosić imię Staszek, Maciek lub Grzesiek, i śledzić niewierne żony biznesmenów po ulicach i lokalach współczesnego Wrocławia. Nie lepiej jest z zagadkami, które nasz detektyw musi rozwiązać. Proste, przewidywalne do bólu, banalne intrygi, pozbawione jakże potrzebnych w kryminałach gwałtownych i zaskakujących zwrotów akcji. Towarzyszy im tania erotyka, która ani nic nie wnosi do opowiadanej historii, ani nie pobudza wyobraźni. Sprawia tylko wrażenie że pisarz, w którego głowie miały swe źródło, ma spory problem. Krótko mówiąc jest niewyżytym erotomanem, fetyszystą kobiecych biustów, niezmiennie obfitych, wylewających się i frywolnie poruszających.

To wszystko dałoby się jeszcze jakoś przełknąć. Ot banalna książka, przeczytana dziś w drodze z domu do pracy i z powrotem, jutro zapomniana. Niestety tak źle napisanej prozy nie da się zapomnieć. Wwierca się w pamięć, uwiera i boli. Pourywane zdania, nietrafione, wręcz idiotyczne porównania i metafory (kapelutek […] dosiadał wielki łeb podobny do arbuza), gramatyczne potwory (Jej przejęcie nawet nie udawało być udawanym) i inne tego typu niesmaczni przepełniają czarę goryczy. Gdzie się podział korektor? Dla tej książki, przed wypuszczeniem na rynek, niezbędna była gruntowana korekta, albo wręcz napisanie od nowa.

Czuję się oszukany i nabity w butelkę. W moje ręce miał trafić apetyczna powieść o zbrodniach w przedwojennym Wrocławiu. Tymczasem otrzymałem coś co przypomina bardziej kiepski fanfik niż prawdziwą prozę. Nie ratuje go nic, nawet okładka okazuje się być oszustwem, bo zdjęcie na niej zamieszczone przedstawia widok na dzisiejszy Ostrów Tumski (przedwojenna katedra nie miała wież ze szpicem), czego nie ukryje nawet stylizacja na sepiową fotografię. Najwyraźniej nie tylko korektor w wydawnictwie Novae Res nie wywiązał się ze swoich obowiązków. Wielka, wielka szkoda, żal i strata czasu. Zdecydowanie odradzam, chyba że ktoś chce się utwierdzić w przekonaniu że powieści kryminalne nie zasługują na uwagę.

środa, 8 lipca 2015

Powieść w trzech aktach




Powieść , Jaśnie Pan, wzbudziła moje zainteresowanie podczas tegorocznej edycji Europejskiej Nocy Literatury. Jej fragment wspaniale zagrał Sławomir Orzechowski. Zaintrygowany niezwłocznie udałem się do księgarni by nabyć swój egzemplarz. Potem książka trafiła na półkę, gdzie przeleżała jakiś czas. Musiała odczekać swoje w kolejce, by zostać przeczytaną. Od pierwszych stron wiedziałem że będzie to lektura niezwykła. Nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo. 

Akcja powieści rozgrywa się w zimnej i mokrej Barcelonie, na przełomie listopada i grudnia 1799 r. Zbliżający się koniec roku i wieku wzbudza wśród mieszkańców miasta różnorakie emocje, głównie bardzo płytkie, związane z uroczystym The Deum i balem u markiza de Dosrius. Pierwsze sceny powieści ukazują z lekkim przymrużeniem oka śmietankę towarzyską Barcelony podczas przyjęcia u wspomnianego markiza. Tej samej nocy dochodzi do zbrodni. W hotelowym pokoju zostają znalezione zwłoki znanej śpiewaczki, słowika z Orleanu, Marie de l’Aube Desflors . Oskarżonym dokonania morderstwa zostaje młody poeta Andreu, który miał tego pecha że spędził z divą upojny wieczór, pozostawiając  ślad swojej obecności w jej apartamencie. Od tego momentu lekka historyjka o osiemnastowiecznych wyższych sferach przeradza się w smutną opowieść o zepsuciu, zakłamaniu, upadku moralności. Okazuje się że tak naprawdę mamy do czynienia nie z jedną zbrodnią, a czterema. Która z nich jest najgorsza? Autor nie rozstrzyga tego, pozostawiając ocenę czytelnikowi. 

, mistrz literatury katalońskiej, dla polskiego miłośnika słowa pisanego, odkryty został dosyć późno, bo zaledwie kilka lat temu ukazały się pierwsze przekłady jego powieści na język polski. To właśnie Jaśnie Pan był tym przełomowym dziełem pisarza, które przyniosło mu nie tylko wiele nagród, ale też sławę i popularność.  Autor bardzo udanie opisuje hiszpańskie realia końca XVIII wieku, nawet niezauważenie przemycając na karty powieści sporą dawkę historii, przy okazji poruszając ważki i ponadczasowy temat moralności i sprawiedliwości. 

Powieść przypomina operę. Takie skojarzenie budzi konstrukcja powieści. Autor podzielił ją, nie wiem czy przypadkowo czy świadomie, na trzy części – trzy akty. Za takim porównaniem przemawia również zamieszczony na końcu książki spis postaci występujących w dramacie, dokładnie tak jak w libretcie. O operze często tez rozmawiają bohaterowie Jaśnie Pana, a dwóch z nich takowe tworzą. Zbyt współczesny język jakim  opisał wymyśloną przez siebie historię, liczne wulgaryzmy, które włożył w usta swych bohaterów, oraz zbieranina najróżniejszych, przeważnie podłych i obrzydliwych, artystów, karierowiczów, rozpustnych, żądnych władzy osób przywodzi na myśl operetkę czy też nawet burleskę. Chwilami staje się to wręcz irytujące, tak jak ciągłe powtarzanie wieloczłonowych, trudnych do zapamiętania i wypowiedzenia imion oraz nazwisk. 

Mimo tych kilku wad Jaśnie Pan jest świetną powieścią, którą czyta się jednym tchem. Z pewnością spodoba się miłośnikom prozy Zafona, ale też poszukiwaczom literatury niebanalnej, pozbawionej zbędnych udziwnień. Zdecydowanie polecam.   

środa, 18 lutego 2015

Marek Krajewski "W otchłani mroku"


Nie należę do grona miłośników kryminałów, zwłaszcza polskich kryminałów. Rzeczywistość w naszym kraju jest aż nadto przygnębiająca, by jeszcze dobrowolnie dobijać siebie ponurymi historiami o mordercach i psychopatach. Kryminalna historia, która rozgrywa się w scenerii zrujnowanego Wrocławia, z koszmarem niedawno minionej wojny w tle, jest po trzykroć przygnębiająca, bo na dodatek jeszcze słabo napisana. 

Z twórczością Marka Krajewskiego miałem okazję zetknąć się gdy na topie były jego pierwsze powieści o niemieckim detektywie działającym w Breslau. Przyznaję że trzymały w napięciu do ostatniej niemal strony, a opisy przedwojennego Wrocławia, mojego rodzinnego miasta, urzekały mnie i czarowały. Z przyjemnością więc sięgnąłem po kolejną książkę, tym razem opowiadającą o polskim byłym policjancie Popielskim, który w stolicy Dolnego Śląska ukrywa się przed NKWD, UB i czym tylko można. Pewnego dnia zostaje poproszony o sprawdzenie kto spośród uczniów tajnego gimnazjum jest donosicielem do UB. Pozornie błaha sprawa wikła starszego pana w brudną i nie tak strasznie mroczną, jak głosi tytuł, sprawę. Rozwiązanie całej zagadki jest nieco zaskakujące, ale ani trochę spektakularne, jak moim skromnym zdaniem powinny wyglądać zakończenia powieści kryminalnych. 

Właściwie to historia, którą próbuje rozwiązać nasz bohater jak na moje niewprawne oko jest mało kryminalna. Niemal od samego początku wszyscy zainteresowani wiedzą kto stoi za obrzydliwymi zbrodniami, ale nie wiadomo gdzie znaleźć winnych, a filozoficzne rozważania o ewolucji świata ku dobru, które z powodzeniem można ominąć gdyż niczego nie wnoszą do akcji, mieszają w tylko głowie. Sam Popielski plącze się po mieście bez ładu i składu, na kolejne tropy wpadając przypadkiem, często dzięki pomocy innych. Kolejne rozwiązania fabularne,  jak na przykład wątek łączący Edwarda z Wacławem Remusem i niepotrzebne epatowanie przemocą, kuleją coraz bardziej, i pasują do reszty jak pięść do nosa, a nagromadzenie różnorakich postaci, zwłaszcza Rosjan, sprawia że chwilami trudno połapać się kto jest kim. 

Równie pokraczny wydaje mi się styl jakim Krajewki napisał W otchłani mroku. W dialogach czy też opisach wydarzeń autor zbyt często wspomina że Popielski powiedział to czy tamto, a Czerniakow zrobił to i to, zamiast zastosować jakichś zamienników, lub podczas rozmowy dwóch osób w ogóle to pominąć. Zamienniki pojawiają się kilkakrotnie, najczęściej w momentach w których nie powinny się nigdy znaleźć.

Reasumując, Popielski i żadna inna postać nie wzbudziła we mnie sympatii, ani też antypatii. Intryga którą poznajemy, chociaż w kilku momentach wywołała dreszcze, nie wciąga i  nie przykuwa uwagi. Mistrz kryminału, jak głosi hasło reklamowe na okładce, to zdecydowanie zbyt pochlebne słowa dla twórcy tak przeciętnej powieści.


poniedziałek, 17 listopada 2014

Joanna Bator "Ciemno, prawie noc" - powieść dla hardcorowców


Śmiało można powiedzieć o Joannie Bator że jest kobietą pracującą. Pisarka, publicystka, felietonistka Gazety Wyborczej, jurorka międzynarodowej Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, autorka prac naukowych, esejów, powieści i opowiadań. Ma doktorat z filozofii, pracowała jako adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, oraz wykładowca w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych. Serca polskich czytelników zdobyła Japońskim Wachlarzem, efektem dwuletniego pobytu w Japonii. W 2011 roku Pani Joanna porzuciła karierę naukową, poświęcając się pisarstwu.

Ciemno, prawie noc, to jej czwarta w dorobku powieść, i mam nadzieję że nie ostatnia. Autorka powraca w niej w rodzinne strony, do Wałbrzycha. Główna bohaterka, Alicja Tabor, przyjeżdża do miasta by zebrać materiał do reportażu o zaginionych dzieciach. Zatrzymuje się w domu w którym spędziła dzieciństwo. Stara, poniemiecka, sypiąca się willa sprawia że zewsząd, jak karaluchy, wyłażą przykre wspomnienia, układające się w przerażającą historię, o której dzielna dziennikarka starała się zapomnieć. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością, trwale wiążąc Alicję z przerażającymi wydarzeniami, jakie mają miejsce w Wałbrzychu. Autorka z wielką klasą kreuje mroczną wizję podupadającego miasta, pełnego dziwnych postaci niczym z filmów Davida Lyncha. Mamy tutaj bliżej nieokreślone kociary, kocińskie, babcyjki, co do których nie wiadomo kim są i czy naprawdę są, transseksualną bibliotekarkę Celestynę, tajemniczego, przypominającego trochę nowego Bonada, Marcin, kotojady, kryjącego się w ciemnościach Mosadama Husaina, samozwańczych proroków i oszustów, a w tle zamek Książ, jego ostatnią właścicielkę i tajemniczy skarb. Do bólu realistycznie przedstawiony został świat przeciętnego polaka, który jakoś wiąże koniec z końcem, wegetując w nieskończoność, oraz środowisku marginesu społecznego, bezrobotnych, alkoholików i dzieciorobów. Pisarka nie pozostawiła też suchej nitki na religijnym oszołomstwie, tak zwanych katotalibach. Powieść ukazał się w 2012 roku, zatem wiadomo co było inspiracją dla tego wątku. Byłem, widziałem i z przykrością stwierdzam że wydarzenia opisywane w książce w pełni oddają to co działo się pod słynnym krzyżem.

W zasadzie nie ma się tutaj do czego przyczepić. Nie polecałbym jednak lektury tej książki każdemu. Mroczność dosłownie wycieka z pomiędzy okładek, i niewprawny czytelnik może się szybko zmęczyć. Pozostali, literaccy twardziele, obowiązkowo dopisują ten tytuł do listy Musisz Przeczytać. A na koniec się pochwalę.