Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erich Segal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erich Segal. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lipca 2015

Erich Segal "Nagrody"


Nagrody Ericha Segala są już czwartą z kolej powieścią tego autora, którą miałem okazję przeczytać, i szczerze powiedziawszy, tym razem pisarz nie sprostał moim oczekiwaniom, które sam wcześniej ustawił bardzo wysoko.

Podobnie jak we wcześniejszych "Doktorach", Segal obrał sobie za bohaterów grupę naukowców i lekarzy, ciężko pracujących nad lekami i wynalazkami wszelakiego rodzaju. Spośród całego wachlarza ciekawych postaci, autor wyróżnił troje, czyniąc ich niejako głównymi bohaterami, i to właśnie przez pryzmat przemyśleń i przeżyć poznajemy całą historię. Typowe dla tego autora. Najwięcej sympatii wzbudza Adam Coopersmith, lekarz-immunolog, który całe swoje dorosłe życie poświęcił kiełkującemu istnieniu, nienarodzonym jeszcze dzieciom i ich matkom. To również najbardziej dramatyczny, i jednocześnie najciekawszy wątek w powieści. Drugi w kolejności interesujących powieściowych charakterów jest Sandy Raven, genialny naukowiec, geriatra i biznesmen. Początkowo zakompleksiony, nieśmiały syn znanego producenta filmowego wzbudza ciepłe uczucia w czytelniku. Wraz z rozwojem akcji sympatię powoli zastępuje irytacja i odrobina zniechęcenia. Jak bardzo można być zaślepionym i zafascynowanym osobą która na to nie zasługuje? Sandy przekonuje się że naprawdę długo, dzięki czemu jego życie osobiste kuleje. Wreszcie na podium jako trzecia staje najmłodsza z tej trójki, Isabel Da Costa, genialne dziecko i fizyk. Dziewczynka cierpi, przez wiele lat rozdarta między dbającego o jej karierę naukową ojca, i matkę, która dla córki wolałaby jednak normalne dzieciństwo.

Powieść jest napisana w taki sposób, że bez dodatkowych nakładów pracy można ją przenieść na srebrny ekran, co też miało miejsce w 2005 roku. Taka filmowa stylistyka czasem może być szkodliwa dla utworu literackiego, i tak jest też w przypadku Nagród. Wiele momentów istotnych dla bohaterów Segal potraktował po macoszemu. To co skąpo zostanie ospisane w scenariuszu filmowym, może byś świetnie zagrane przez aktora. Natomiast w przypadku książek trzeba być naprawdę utalentowanym pisarzem by w zwięzłych słowach oddać powagę sytuacji i ciężar emocji. To niestety autorowi nie wyszło, przez co opowiadana historia wydaje się płytka, banalna, trochę jak telenowela. Wrażenie to pogłębia nagromadzenie zdrad, rozwodów, kochanków, rodzinnych tajemnic, śmiertelnych chorób i innych wielkich tragedii, rodem z hiszpańskojęzycznych tasiemców. Nagrody tracą także na oryginalności postaci. Pomijając już fakt że jest to druga w dorobku Ericha powieść o bardzo podobnej tematyce, to postacie, a zwłaszcza Isabel Da Costa, są wtórne. Odniosłem wrażenie że panna Isabel jest mniej udaną kopią Laury Castelano z "Doktorów".  

A jest to przecież literatura ciekawa, przedstawiająca świat niedostępny nam, zwykłym zjadaczom chleba. Autor, który jako wykładowca akademicki zapewne utrzymywał liczne kontakty ze środowiskiem naukowym, opisuje je dość dokładnie, krytycznie, bez koloryzowania. Czytając Nagrody dochodzimy do smutnego wniosku że większość naukowców pracuje tylko po to by otrzymać nagrodę i uznanie, by błyszczeć na firmamencie, a efekty ich pracy, mające wpływ na poprawę innych ludzi, są dla nich drugorzędne. Nie potrafię też zrozumieć idei jak przyświeca komuś poświęcającemu kawał swojego życia odkryciom, które nawet trudno udowodnić w naszym świecie, czytaj na opuszczając planety Ziemi.


Czytać czy nie czytać ? Decyzję pozostawiam wam. Zasugerować mogę tylko że pominięcie Nagród w czytelniczych planach nie będzie zbrodnią. 

wtorek, 7 kwietnia 2015

Erich Segal "Doktorzy"



Ericha Segala nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Pisałem już o nim, a jeśli ktoś nie miał okazji przeczytać tego wpisu, to zapewne zna głośny swego czasu filmowy wyciskacz łez "Love Story" z niesamowitą muzyką Francisa Lai, ekranizację powieści pod tym samym tytułem, autorstwa właśnie pana Segala.


Doktorzy, jak łatwo można się domyślić, to opowieść o lekarzach. Głównymi bohaterami powieści są Barney Livingstone i Laura Castellano. Nasza para poznaje się przypadkowo podczas pewnego popołudnia w latach czterdziestych ubiegłego wieku, i niemal od razu zostają przyjaciółmi, kimś na kogo zawsze mogą liczyć, komu można wszystko powiedzieć bez obawy o potępienie czy wyśmianie. Łączy ich tak silna więź, że nieświadomie, a może podświadomie, wybierają zawsze tę samą lub bardzo zbliżoną do siebie drogę życiową, które tak czy siak prowadzą ich w jedno miejsce, do szkoły medycznej. Tutaj ich drogi na wiele lat rozchodzą się. Przyjaciele pozostają jednak w stałym kontakcie telefonicznym. 

Początkowo akcja powieści wydaje się być nieco nużąca. Autor skupia się niemal wyłącznie na sielankowym dzieciństwie Laury i Barneya, przeplatanym drobnymi, z punktu widzenia kilkuletnich dzieci, problemami i smutkami w postaci II wojny światowej czy wojny domowej w Hiszpanii i ucieczki z rodzinnego kraju, śmierć bliskich. Z czasem jednak  stają się one coraz większe i trudniejsze do udźwignięcia. Przyjaciele kończą studia i postanawiają spełnić swoje marzenia o zostaniu lekarzem. Nagle świat okazuje się być jeszcze większy i bardziej skomplikowany niż dotychczas się im wydawało. Pojawiają się wokół nich ludzie, koledzy z uczelni, wykładowcy, którzy w mniejszym lub większym stopniu będą mieli wpływ na ich przyszłe życie. Ta dwójka, której losy śledzimy od najwcześniejszych lat dziecięcych aż do wieku średniego, staje się osią wokół której autor buduje zawiłą i wielowątkową historię, swego rodzaju łącznikiem pomiędzy postaciami drugiego i trzeciego planu.

Jeśli ktoś oczekiwałby po Doktorach fabuły rodem z seriali typu "Ostry Dyżur" czy też naszej rodzimej sagi o lekarzach, gorzko się zawiedzie. Oczywiście znajdziemy tu zwroty akcji, trochę problemów z uczuciami, romansów i zdrad, ale Segal skupił się przede wszystkim na tym by jak najdokładniej przedstawić prawdziwą twarz medycznego biznesu. Bardzo specyficzny i zamknięty świat, z jednej strony pełen bezwzględnych karierowiczów, ludzi bezdusznych i zaślepionych, z drugiej zaś strony oddanych całym sercem swojej pracy, gotowych poświęcić samych siebie w imię dobra pacjenta. Pomiędzy jednym i drugim biegunem znajdujemy nieludzko ciężką pracę w czasie studiów medycznych, okupioną załamaniami psychicznymi i samobójczymi próbami, wielogodzinne, wykańczające dyżury podczas stażu i kolejne lata edukacji na wybranych specjalizacjach. W ten sposób autor trochę usprawiedliwia poczynania lekarzy. Stara się też przestrzec, nie tylko obecnych i przyszłych absolwentów uczelni medycznych, ale też reprezentantów innych zawodów, że wspaniała kariera wcale nie cieszy jeśli nie idzie w parze z udanym życiem osobistym. 

Segal nie byłby sobą, gdyby w swoją misternie utkaną powieść nie wplótł chociaż odrobiny wątków politycznych. Mistrzem krytycznego spojrzenia na U.S.A. był i pozostanie Kurt Vonegut, ale Erich ustępuje mu pola tylko nieznacznie. W Doktorach wytyka swoim rodakom obłudę i dwulicowość. Za przykład służy autorowi postać Bennetta Landsmana, czarnoskórego chłopca, adoptowanego przez żydowskie małżeństwo ocalone z obozu koncentracyjnego przez ojca chłopca, który sam niestety zmarł. Państwo Landsmanowie, którym rząd U.S.A. ułatwił wyjazd do Ameryki i połączenie się z mieszkającymi tam krewnymi, niemal od razu po przyjeździe spotykają się z odrzuceniem. Ich adoptowany syn zostaje wykluczonych ze społeczności kolorowych, a Żydzi nie chcą go widzieć u siebie. W pewnym momencie staje się świadkiem absurdalnych niemal wydarzeń, kiedy to członkowie Czarnych Panter, zwracają się przeciwko Żydom, obwiniając ich niemal za wszystko czego doświadczyli od białego człowieka.

Jedynym minusem powieści jest ogrom medycznego słownictwa, który sprawia że chwilami brnie się przez tę książkę jak przez śnieżną zamieć, albo podręcznik medycyny dla początkujących. To jednocześnie również duża zaleta powieści, gdyż dzięki temu jest bardzo wiarygodna. Żywię wielki szacunek dla Segala za wysiłek jaki włożył zagłębiając się to uniwersum białych kitli, dziwnych i trudnych do wymówienia łacińskich nazw, leków i chorób. Chapeau bas.

wtorek, 25 listopada 2014

Erich Segal "Absolwenci"



Pamiętacie znany, obsypany nagrodami wyciskacz łez Love story, z Ali MacGraw i Ryanem O'Nealem, z niesamowitą muzyką Francisa Lai? Ekranizacja jednej z najbardziej znanych powieści dzisiejszego bohatera, Ericha Segala. Nie o tym tytule mam zamiar dzisiaj napisać, chociaż i o nim należałoby wspomnieć. Innym razem. Dzisiaj skupiam się na Absolwentach

Harvard, jeden z Amerykańskich mitów. Uczelnia którą ukończyły największe znakomitości U.S.A. i nie tylko. Marzenie setek młodych ludzi, czy może raczej ich rodziców, dla wielu niedoścignione, snobistyczne, elitarne miejsce.  Dyplom Harvardu otwiera wiele drzwi, by pozamykać inne. O tej uczelni, a właściwie jej studentach, potem absolwentach opowiada nam Segal. Poznajemy pięciu młodych ludzi, wśród których niektórzy nie mieli  wiele do powiedzenia przy wyborze wyższej uczelni. W murach tej samej alma mater studiowali ich ojcowie, dziadkowie i pradziadkowie. Dla innych była to nagroda pocieszenia, gdy z racji pochodzenia nie przyjęto ich na wymarzony uniwersytet, a dla niektórych wymarzony raj, brama do lepszego, zachodniego świata. Nasi bohaterowie to genialni muzycy, polityczni uchodźcy z komunistycznych Węgier, zapaleni naukowcy, sportsmeni. Każdy z nich ma swoje wyobrażenia o przyszłym życiu i karierze. Tak jak każdy młody człowiek wierzą w to że zmienią świat. Bardzo szybko po zakończeniu studiów okazuje się jak bardzo ich plany i wyobrażenia mijają się rzeczywistością. 

Przez 30 lat śledzimy ich wzloty i upadki. Obserwujemy rozwijające się uczucia, zabijane potem przez pęd ku karierze, zaprzepaszczone szanse, okrutny showbiznes, który jest w stanie zniszczyć najpiękniejszą przyjaźń, ale też wielką, prawdziwą miłość, do odkrytej na nowo ojczyzny przodków, nie tylko do drugiego człowieka, wielkie bohaterstwo i poświęcenie. Tytułowi absolwenci popełniają błędy jak wszyscy, zwykli śmiertelnicy, którym nie dane było ukończyć najlepszej na świecie uczelni. Ich perypetiom towarzyszy wielka polityka i historia, szczegółowo opisująca fakty których czasem na próżno szukać w podręcznikach. W powieści znajdziemy również dość ważny wątek polski - Zbigniewa Brzezińskiego.

Pierwsze strony powieści mogą zniechęcić do czytania, bowiem sposób prowadzenia narracji przypomina trochę ten znany z Gry o tron. Pojawiający się co chwila nowi bohaterowie sprawiają że można się pogubić w tym kto z kim i dlaczego. Przebrnąwszy jednak przez początek szybko można się wczuć w akcję, a to co wcześniej przeszkadzało staje się nawet atutem. Segal opisuje niektóre wydarzenia z perspektywy kolegów i koleżanek danej postaci, którzy słyszeli, widzieli, czytali o tym czy o tamtym znajomym ze studiów.  

Erich Segal to jeden z najwybitniejszych amerykańskich pisarzy XX wieku. Jego powieści długo nie schodziły z pierwszych miejsc bestsellerów. W prostych wydawałoby się historiach, ukrywa fundamentalne prawdy, albo odkrywa to czym amerykanie nie lubią się chwalić. Wszystkie jego dzieła, nie tylko Absolwenci, zasługują na to by je przeczytać.