Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura kanadyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura kanadyjska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 stycznia 2016

Alice Munro "Dziewczęta i kobiety"

Alice Munro Dziewczęta i kobiety recenzja oczytany facet

Dziewczęta i kobiety to jedyny utwór w dorobku Alice Munro, który przypomina powieść. Siedem nowel, jak siedem etapów dorastania. Wszystkie stanowią zwartą, logiczną całość, ale równie dobrze każda mogłyby funkcjonować osobno. 

czwartek, 11 grudnia 2014

Cathy Marie Buchanan "Malowane dzięwczęta Degasa"


Dwie dziewczynki w strojach baletnic, siedzące na drewnianej ławie i jedna, stojąca tyłem, z pochyloną głową i obnażonym karkiem. Czerwone tło z fragmentem dekoracyjnej ramki, przypominającej sztukaterie z wnętrz dziewiętnastowiecznych kamienic. Tak wygląda okładka Malowanych dziewcząt Degasa. Jak nic to ckliwe romansidło. Można tak pomyśleć, bo cóż ciekawego można znaleźć w książce opowiadającej o dziewczętach uczących się w szkole baletowej? Przeczytawszy tę powieść po raz kolejny przekonałem się jak bardzo pozory mogą mylić, i że życie tancerek wcale nie jest takie piękne, a jeśli usłane kwiatami, to tylko różami, których kolce wbijają się w stopy. 

Rzecz dzieje się pod koniec XIX wieku w ubogiej dzielnicy Paryża. Bohaterkami są trzy siostry van Goethem i wiecznie pijana matka. Przedwcześnie dojrzała Antoinette, matkująca młodszym siostrom, zakompleksiona, nadwrażliwa i ciekawa świata Marie i najmłodsza, najładniejsza z sióstr i nieco rozpuszczona Charlotte. Marie i Charlotte dostają się do szkoły baletowej przy Paryskiej operze. Tam ma rozpocząć się ich wielka przygoda i szansa na lepsze życie. Początkowo właśnie tak jest. Śliczniutka faworytka obrywa po uszach od surowej nauczycieli, a niepewne siebie, brzydkie kaczątko niespodziewanie szybko zaczyna piąć się po szczeblach tanecznej kariery. Pojawiają się wielbiciel i pierwszy sponsor. Nieoczekiwanie jednak wszystko wymyka się spod kontroli. Starsza siostra, uwikłana w romans i kryminalną aferę zaniedbuje podopieczne, a Marie spada z piedestału prosto w rynsztok. 

Lawina wydarzeń zasypuje dziewczyny z takim impetem że przestajemy wierzyć w pozytywne zakończenie, w to że siostrom uda się wyjść z impasu w jakim się znalazły i odmienić swoje życie. Warto jednak czytać dalej by przekonać się jak bardzo człowiek jest w stanie upodlić samego siebie, byle tylko przetrwać kolejny dzień. Autorka porusza też inny bardzo ważny temat, relacji między ludzkich. Każdy z nas potrzebuje odrobiny uwagi i zainteresowania. Bez tego usychamy jak niepodlewany kwiatek w doniczce. W powieści przykładem tego jest sława która trwa tylko chwilę, ale i tak wystarczająco długo by Marie zachłysnęła się nią, oraz niemal chorobliwe uzależnienie Antoinette od kochanka. Buchanan udowadnia że każdy, nawet jeżeli temu zaprzecza, gdy tylko pojawia się szansa bycia wielbionym, sięga po nią bez wahania.

Autorka bardzo szczegółowo opisuje Paryż końca XIX wieku, zwyczaje i zasady rządzące światem baletnic. Z wyjaśnień na końcu książki dowiadujemy się że większość postaci istniała naprawdę, a towarzyszące im wydarzenia tylko częściowo są fikcją literacką. Świadomość że większość z tych okropności faktycznie miała kiedyś miejsce sprawia że nieprędko zapomina się o Dziewczętach. Nie powinno to jednak zniechęcać do lektury tej smutnej, ale mądrej historii. Dodatkową rekomendacją dla przyszłych czytelników niech będzie fakt że powieść ukazała się nakładem PWN.

niedziela, 30 listopada 2014

Czarodziejka z wyspy Księcia Edwarda


Przyznaję się bez bicia, a co tam. W dzieciństwie uwielbiałem tę czarodziejkę z wyspy Księcia Edwarda. I wcale się nie wstydzę faktu iż to literatura zaszufladkowana tylko i wyłącznie dla dziewcząt. Czytając kolejne powieści i tomy opowiadań, marzyłem że jestem jednym z jej bohaterów, mieszkam na pięknej farmie i przeżywam fantastyczne przygody. Cniło mi się idealne, dzieciństwo. Dzisiaj już wiem że takie właśnie miałem, a to co opisywała Montgomery to nic innego jak jej niespełnione marzenia i oczekiwania przeniesione na papier. Widzę też że szara rzeczywistość, która nie oszczędziła Maud, jest obecna niemal w każdej jej książce. Dobrze ukryta za pięknymi zadaniami i na zawsze utrwalonymi chwilami, ale jest. Sierota Ania, która przez całe lata błąkała się po ludziach jak niechciany mebel albo pies, jej opiekunka Maryla, która zmarnowała swoją szansę na miłość, kolejna sierota Emilka, liczne stare i zdziwaczałe panny, późniejsze obawy przed wojną, śmierć bliskich osób, a w ostatniej, wydanej kilka lat temu w Polsce powieści Ania z wyspy Księcia Edwarda, także otwarta niechęć wobec uwielbianych przez miliony czytelników postaci.

Lucy Maud Montgomery nie miała łatwego życia. Gdy miała kilka lat zmarła jej matka. Bardzo szybko ojciec ożenił się ponownie, a macocha, spodziewająca się dziecka, nie chciała widzieć małej Lucy. Odesłano ją do dziadków, pary zgorzkniałych, oschłych i niesympatycznych ludzi. Kolejne lata, opisywane przez przyszłą pisarkę w dzienniku, przepełnione są tęsknotą za ojcem, ale jednocześnie bardzo przypominają jej prozę. Mała dziewczynka, potem panienka aż wreszcie młoda kobieta uciekała w świat fantazji, znajomych, spotkań towarzyskich, do siostry swojej matki Annie Macneill Campbell. Oddawała się też namiętnościom, w tym również tym szczególnym. Zaręczona z kuzynem, wdała się w romans z miłością swego życia, prostym farmerze Hermanie Leard. Była o krok od porzucenia dla niego wszystkiego. Niestety śmierć dziadka i rodzinne obowiązki sprawiły że nigdy więcej nie spotkała ukochanego, a zaręczyny z kuzynem zerwała. Po kilkunastu latach wyszła za mąż, bardziej z rozsądku niż z miłości, za pastora Evana MacDonalda, któremu urodziła trzech synów. Mało kto wie że przez większą część życia pisarka cierpiała na ciężką i przewlekłą depresję. Wpływ na to miały przeżycia z dzieciństwa, śmierć synka, tęsknota za rodzinną wyspą i zapewne nie do końca udane małżeństwo.

Po więcej szczegółów z życia pisarki zapraszam do lektury Maud z wyspy Księcia Edwarda autorstwa Mollie Gillen i po pamiętniki pisarki

środa, 19 listopada 2014

Douglas Coupland, współczesny Kurt Vonnegut


Miałem zamiar napisać o pisarzach których lepiej nie czytać. Gdy usiadłem przed komputerem wydało mi się to jednak bezsensowne. Po co pisać o tym czego czytać nie warto? Lepiej skupić się na wybitnych autorach, takich jak Douglas Coupland, dosyć mało znany w Polsce pisarz i artysta. Dotychczas opublikował 13 powieści, 2 zbiory opowiadań i 7 książek non - ficion. Jest też autorem wielu scenariuszy filmowych i telewizyjnych oraz utworów dramatycznych. Jako prozaik zadebiutował w 1991 roku głośną powieścią Pokolenie X, dzięki której upowszechniły się takie pojęcia jak MacJob i Generation X. Bohaterami powieści są przyjaciele Andy, Claire i Dag. Szalone, nieco szokujące i zabawne poczynania tej trójki opisane są pod przykrywką komizmu. W rzeczywistości nie ma tu jednak nic śmiesznego. Są to postacie tragiczne, wyalienowane z konformistycznego, zmaterializowanego społeczeństwa. Za wszelką cenę chcą odciąć się od otaczającego ich świata i realiów w jakich przyszło im żyć, jednocześnie będą tym wszystkim przesiąknięci na wskroś. Temat który od lat nie traci na aktualności. 

Poddani Microsoftu, trzecia z kolej powieść w dorobku pisarskim, najprawdopodobniej uczyniła z autora śmiertelnego wroga Gatesa. Daniela Underwooda, narrator i postać pierwszoplanowa, tester programów Microsoft., pisze pamiętnik. Opisany w nim świat, jakże popularnych dzisiaj Korporacji, jest przerażający, zdehumanizowany. To świat pracoholików, ludzi okaleczonych uczuciowo i emocjonalnie, wykastrowanych z własnego JA, poświęcający wszystko dla dobra firmy. 

Szamponowy Świat to, wbrew pozorom, wcale nie opowieść o słodkich kobietkach spotykających się w salonie piękności by płakać i śmiać się, taplać we własnym sosie. Poznajemy natomiast młodego, zaledwie dwudziestoletniego chłopaka o imieniu Tyber, który mieszka w niewielkim miasteczku, w którym właśnie zlikwidowano zakłady atomowe. Miasteczko wymiera, ale dla naszego bohatera to żaden problem. Jest młody, ma samochód i zapas środków do pielęgnacji włosów. To wystarczy by stać się kimś. Dowcipna, ironiczna i w pewien sposób optymistyczna książka. 

Ostatni przeczytany przeze mnie utwór Couplanda to Wszystkie rodziny są nienormalne. Historia jednego spotkania rodziny Drummondów to najlżejsza i najbardziej zabawna z powieści Douglasa. W tej rodzinie naprawdę wszyscy są nienormalni. Nawet ukochana córka i siostra Sara, której wylot w przestrzeń kosmiczną na pokładzie wahadłowca jest przyczyną spędu rodzinnego, swoje szaleństwo ukrywa pod płaszczem racjonalizmu naukowca. Porwania, kradzieże, handel na czarnym rynku, strzelanina to codzienność członków tej familii. Niezwykle łatwo pakują się w kłopoty, nawet w najbardziej wydawałoby się banalnych sytuacjach. Dzięki temu są bardzo ludzcy i prawdopodobni. Wszystkie postacie wymyślone przez autora, w tej i innych książkach, pomimo swoich dziwactw, upośledzeń, kalectw, natręctw, zboczeń i wrednych charakterów nie dają się nie lubić.

Po polsku można przeczytać jeszcze Polaroidy z koncertu, Życie po Bogu i Złodzieja gum. O ile te dwie pierwsze pozycje, zbiory felietonów i innych tekstów non - ficion, próbowałem kiedyś bez sukcesu przeczytać, i więcej nie zamierzam, to po Złodzieja chętnie sięgnę, gdy tylko uda mi się go gdzieś zlokalizować.