Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekranizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekranizacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 stycznia 2017

Podcast #8 - Ciekawe ekranizacje

foto. internet

Z przyjemnością zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu. Dziś nietypowo, o książkach, ale na filmowo. Mowa bowiem o ciekawych ekranizacjach naszych ukochanych powieści, którymi będziemy, lub też nie, cieszyć się w tym roku. Wybór jak zawsze subiektywny. 

środa, 28 września 2016

Papierowa Shirley MacLaine

foto. internet

Wszyscy wiemy z jakim efektem najczęściej literatura trafia na ekrany kin. Nie jest łatwo oddać w dwugodzinnym filmie klimat, treść i wszystko to co wiąże się z danym tytułem. Pracują nad tym scenarzyści, kompozytorzy, scenografowie, specjaliści od kostiumów i efektów specjalnych, oraz reżyserzy. Ostatecznie i tak otrzymujemy produkcję tylko zbliżoną do oryginału. Czasem jednak, nawet gdy wszystko inne leży i kwiczy, film ratują aktorzy. Bywa że jest ich kilkoro, a niekiedy tylko jeden. Choć skręcamy się ze złości, patrząc na to jak ekipa filmowa zmasakrowała naszą ukochaną powieść, to oglądamy dalej, właśnie dla niej, dla niego. 

czwartek, 15 września 2016

Pięć nadchodzących ekranizacji


Mierzenie się reżysera, a przede wszystkim scenarzysty z materiałem jakim jest literatura jest jak stąpanie po cienkim lodzie. Niby wiadomo że komuś się udało przejść suchą nogą, ale większość wpada do wody po kilku krokach. Wielu filmowców wciąż sięga po tę kopalnię tematów, ale niewiele jest naprawdę dobrych, zachowujących ducha oryginału ekranizacji dzieł literackich. Tych lepszych od pierwowzoru jest jeszcze mniej. Mimo to wciąż z wypiekami na twarzy, wyczekujemy filmowych wersji naszych ukochanych książek. Najbliższe miesiące, i kilka kolejnych, które z pewnością sprawią że niektórym szybciej popłynie krew w żyłach. Przynajmniej do dnia emisji pierwszego odcinka, lub kinowej premiery. 

poniedziałek, 10 listopada 2014

Nick Hornby na srebrnym ekrenie


Nick Hornby, jeden z bardziej popularnych pisarzy Brytyjskich, swego czasu dobrze znany również w Polsce, a to za sprawą udanej ekranizacji powieści Był sobie chłopiec, dzisiaj jest chyba troszkę zapomniany. Bardzo nad tym ubolewam, bo Hornby to świetny pisarza. Może nie tworzy wiekopomnych dzieł, ale jego książki czyta się świetnie. Bohaterami Nicka są ludzie mocno pokomplikowani, uroczo zakręceni, często irytujący, daleko odbiegający od ideałów, a historie które są ich udziałem, niby banalne, zwyczajne, na długo zapadają w pamięć, a nie raz i nie dwa można przy nich uronić łzę czy też pośmiać się do bólu brzucha. Dużym atutem tych powieści jest fakt że są jednocześnie gotowymi scenariuszami filmowymi. Doliczyłem się czterech ekranizacji. Jeżeli jakąś pominąłem, proszę o uzupełnienie.



Pierwsze były Przeboje i podboje z 2000 roku. Idiotycznie spolszczony tytuł. Kompletnie nie rozumiem czemu polski dystrybutor zdecydował się na taki krok, ale u nas to przecież norma. Oryginalny tytuł, High Fidelity, został natomiast świetnie oddany w polskim tłumaczeniu pierwowzoru literackiego jako Wierność w stereo. Świetna rola Johna Cusacka jako Roba Gordona (w książce Rob Fleming), niedojrzałego emocjonalnie melomana, właściciela sklepu muzycznego do którego chciałoby się wejść i już nigdy nie wychodzić, oraz Jacka Blacka, jako Barry, nieco niezrównoważony, chamski zafiksowany na punkcie muzyki i idealnego brzmienia, kumpel i współpracownik głównego bohatera. Na tym tle blado wypadła Iben Hjejle - Laura, była dziewczyna Roba. Zarówno film jak i książka pełne są dobrej muzyki, zabawnych i wzruszających sytuacji, które są tłem dla przemiany Roba w człowieka myślącego, odczuwającego jak dorosły człowiek.  Gorąco polecam, oczywiście najpierw lekturę powieści a dopiero potem seans filmowy. W odwrotnej kolejności to nie ma sensu.



Dwa lata później, w 2002 roku, powstał film Był sobie chłopiec. Tytuł trochę niejednoznaczny, bowiem mamy tu do czynienia z dwoma chłopcami, trzydziestokilkuletnim playboyem Willem Freemannem (w tej roli znakomity Hugh Grant) oraz dwunastoletniego, samotnego i pełnego kompleksów Marcusa, wychowywanego przez cierpiąca na depresje matkę (Toni Collette). Na pierwszy rzut oka wydawałoby się że samolubnego lenia patentowanego, jakim jest Will, i skromnego, uczynnego, pragnącego kontaktu z drugim człowiekiem Marcusa nic nie może połączyć. Obaj chłopcy stają się jednak dla siebie kimś ważnym. Will dla Marcusa staje się niemal ojcem, a Will od Marcusa jak otworzyć się przed bliskimi mu ludźmi. Rola Willa sprawiła że bardzo polubiłem Hugh Granta, który okazał się świetnym aktorem, a Nick Hornby, którego wcześniej nie znałem, stał się jednym z moich ulubionych autorów. W tym roku powieść doczekała się nowej ekranizacji, ale mam co do niej mieszane uczucia. Są filmy których remake-ów nie wolno robić.

Nauka spadania (Długa droga w dół), chyba najlepsza i zarazem najbardziej poważna powieść Hornby-ego, jaką miałem okazję czytać. Jest to opowieść o czwórce samobójców, która postanawia, każde z osobna, nie znając się, skończyć ze sobą skacząc z dachu. Los chciał że wybierają ten sam dach i tę samą porę. Nie mogąc dojść do porozumienia kto ma skoczyć pierwszy, a kto w ogóle, zawierając porozumienie. Przez rok żadne z nich ni pomyśli o odebraniu sobie życia i będą się regularnie spotykać. W rolach głównych Toni Collette i Pierce Brosnan. Film wkrótce będzie mieć swoją premierę na kanale HBO.