Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Alessio Puleo "Moje serce należy do ciebie"

oczytany facet
W ostatnich latach mogliśmy obserwować ciekawe literackie zjawisko, wysyp młodzieżowych powieści o dosyć smutnej tematyce. Ciężka, śmiertelna choroba dotykająca młodych i niewinnych  nastolatków, najczęściej dziewczyny. Wielka miłość, która niespodziewanie spotyka nastolatków, i przemiana jaka zachodzi w młodych ludziach w zetknięciu z czymś tak ostatecznym i nieodwracalnym jak śmierć. Śmiało można stwierdzić że powstał już odrębny gatunek literacki, bardzo schematyczny i ograniczony jeśli chodzi o twórcze możliwości autorów. Powieść Alessio Puleo wpisuje się w ten nurt, chociaż nie do końca. 

wtorek, 22 grudnia 2015

Kobieta noblistka - Grazia Deledda


Grazia Deledda urodziła się w 1871 roku na Sardynii. Pochodziła z dobrze sytuowanej, ziemiańskiej rodziny. Jej ojciec był bardzo towarzyskim człowiekiem, i często gdzieś bywał, albo kogoś gościł. Otwarty dom, pełen znajomych i krewnych, stanowił niewyczerpane źródło historii, które mała, ciekawska dziewczynka miała później wykorzystać do pisania. Grazia ukończyła tylko szkołę podstawową, ale to wystarczyło by ukształtować młodą, inteligentną i niezwykle wrażliwą pisarkę. 

wtorek, 20 października 2015

Dario Fo "Córka Papieża "

Recenzja Dario Fo "Córka Papieża"Nie ma chyba takiej osoby, która nie słyszałaby o rodzinie Borgiów. Jeśli nie śledzi losów rodziny w głośnym serialu, lub w książkach Mario Puzo i Wiktora Hugo, to z pewnością co nieco o nich słyszał na lekcjach historii. Przedstawiciele tej rodziny są najczęściej przedstawiani w jak najgorszym świetle, słusznie  wzbudzając w widzach i czytelnikach antypatię. Jednakże nie jest to sprawiedliwe wobec niektórych Borgiów. Choć być może trudno w to uwierzyć, wśród nich znaleźli się również ludzie prawi. Zadania oczyszczenia z wszelkich kalumnii podjął się noblista, Dario Fo, a na swoją podopieczną wybrał najsłynniejszą kobietę z rodu Borgiów, Lukrecję. 

sobota, 29 listopada 2014

Weź ciepłą czapkę, opatul się szalikiem, załóż kurtkę i idź na spacer

Gdy zacząłem pisać tego bloga powziąłem postanowienie, nigdy więcej nie porzucę książki w połowie. Nawet jeśli będzie beznadziejnie napisana, głupia i nudna, przeczytam do końca by móc potem skrytykować ją na blogu. Z żalem muszę przyznać że postanowienia nie wykonałem. Starałem się bardzo, ale było to ponad moje siły. W przeciągu tygodnia odłożyłem na bok, nie doczytawszy nawet do 1/3, dwie powieści. 


Pierwszą z nich jest Szmaragdowa Tablica autorstwa Carli Montero. Po tegorocznych wakacjach uwielbiam wszystko co włoskie, a że na naszym rynku wydawniczym literatury z półwyspu iberyjskiego jest tyle co kot napłakał, sięgnąłem po nią zachłannie. Początek był rewelacyjny. Piętnasty wiek, Florencja, Wenecja, Medyceusze, początkujący młody malarz i starożytna tajemnica. Wszystko opisane językiem bardzo zbliżonym do tego jaki sposób mówiło się 500 lat temu. Opowieść nagle urywa się i zostajemy przeniesieni kilkaset lat w przód, do Wilczego Szańca, gdzie Furer właśnie zakończył jakieś bardzo ważne spotkania. Pozostając sam w pokoju, otwiera teczkę z jeszcze ważniejszym listem i raportem z Berlina. Siadając w fotelu by przeczytać dokumenty, kładzie nogi na biurku, a w trakcie lektury uśmiecha się pod wąsem. Uśmiechający się Hitler? Zapewne to robił, ale większości ludzi kojarzy się raczej z zaciętym wyrazem twarzy, pokrzykiwaniami itd. itp Ja w każdym razie nie potrafię sobie tego wyobrazić. A te nogi na stole ? Co z niemieckim umiłowaniem porządku? No dobrze, przełknąłem to i czytałem dalej. Znów skok w czasie. Jesteśmy mniej więcej tu i teraz, w ekskluzywnej włoskiej restauracji. Narratorką i główną bohaterką jest młoda, i zapewne piękna kobieta (tego nie jestem pewien bo dalej nie czytałem, ale w takich utworach zawsze są piękne kobiety), której towarzyszy sporo starszy, ale bardzo zadbany, przystojny i w formie jakiej pozazdrościliby mu dwudziestolatkowie, mężczyzna. Kobieta delektuje się bajecznym deserem, a mężczyzna ponagla ją, bo chce jej pokazać jakiś bardzo stary i cenny papier, i boi się że go zachlapie czekoladą... W tym momencie poddałem się, spodziewając się kolejnej wariacji Kodu Leonarda. Nie mam nic przeciwko takiej literaturze, ale po przeczytaniu kilku podobnych powieści, mam ich po dziurki w nosie. Poza tym, kto normalny, a już na pewno nie znawca, kolekcjoner czy naukowiec, przynosi cenny i kruchy dokument do restauracji? Papier jest bardzo nietrwały i podatny na zniszczenia. Stare księgi chroni się przed światłem i wieloma innymi szkodliwymi czynnikami, w tym przede wszystkim dotykiem ludzkich dłoni. Nie pamiętam dokładnie o co chodzi, ale ma to coś wspólnego z kwasowatością papieru. Zdecydowanie szkoda czasu na wypociny pani Carli


Druga, niedoczytana powieść to Wyznaję Jaume Cabre. Jest coś pociągającego w literaturze iberyjskiej. Sięgam po nią często. Niestety zazwyczaj okazuje się być za trudna dla mnie, zwykłego czytacza i połykacza słowa pisanego. W tym przypadku również tak było. Jaume okrutnie obchodzi się z czytelnikiem, łamiąc wszelkie zasady kompozycji utworu, narracji i chronologii. W jednym akapicie zmienia sposób narracji z pierwszej osoby na bezosobową, przeskakuje o dziesięciolecia i stulecia w przeszłość, by na chwilę powrócić do teraźniejszości. Trudno jest zorientować się kto jest kim i z jakiego powodu pojawia się w wyznaniu, jakie stary człowiek kieruje do bliżej nieokreślonej kobiety. Dzięki tym zabiegom można poczuć się zagubionym, zmęczonym i wreszcie zniechęconym. Zdecydowanie nie jest to książka na którą szkoda czasu, ale przypadnie do gustu bardzo wąskiemu gronu.

Najlepiej wziąć ciepłą czapkę, opatulić się szalikiem, założyć kurtkę i iść na spacer. Potem zrobić sobie herbatki i zasiąść w fotelu z kolejną książką.