Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura podróżnicza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura podróżnicza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 września 2016

Joanna Łenyk-Barszcz, Przemysław Barszcz "Poza horyzont. Polscy podróżnicy"

poza horyzont polscy podróżnicy

Kiedy myślimy o podróżnikach i egzotycznych przygodach, najprawdopodobniej przed oczami stają nam Krzysztof Kolumb, Pocahontas i John Smith, Phileas Fogg, i inne postacie faktycznie istniejące oraz te fikcyjne. O wędrowcach znad Wisły, zdobywających niebezpieczne szczyty i nieznane kontynenty, wiemy niewiele. Któż potrafiłby wymienić choć pięciu podróżników pochodzących z Polski? Jak się okazuje od wieków wędrowaliśmy po świecie, wikłając się w przeróżne historie, mniejsze i większe przedsięwzięcia i awantury, które miały wpływ na to jak wygląda dzisiaj świat.


niedziela, 31 lipca 2016

Tony Kososki "Nie każdy Brazylijczyk tańczy Sambę"


Z Tonym Kososkim poznałem się osobiście podczas ostatniej edycji Równoleżnika Zero. Niczym niewyróżniający się chłopak już na wejściu zrobił sympatyczne wrażenie, właśnie tą swoją zwyczajnością. Zwariowany globtroter, który niczego się nie boi, a nawet jeśli, to ten lęk przezwycięża. Opowiadał o swojej podróży autostopem przez Bałkany. I tu już pojawił się pierwszy zgrzyt. Na prelekcji pojawiła się niewielka liczba słuchaczy, i zdenerwowany Tony w pierwszym odruchu zagroził że nie opowie o swojej podróży, co byłoby oznaką braku szacunku dla tych, którzy jednak przyszli. Prezentacja jednak się odbyła, i dziwię się że w jej trakcie nikt nie wyszedł. Tony mówił bardzo chaotycznie, a zdjęcia które pokazywał nie grzeszyły jakością, ani oryginalnością. Ewidentnie ktoś zapomniał się przygotować. Gdy zaproponowano mi zrecenzowanie jego pierwszej książki, pomyślałem że spróbuję dać mu jeszcze jedną szansę. Może tym razem mnie zaczaruje. 

poniedziałek, 30 maja 2016

Łukasz Długowski "Mikrowyprawy w wielkim mieście"


Od literatury podróżniczej, bez względu na to czy opowiada ona o dalekich wyprawach na koniec świata, czy też o błyskawicznych wypadach za miasto, czytelnik oczekuje że zostanie porwany, że chociaż duchem znajdzie się w opisywanych miejscach. Obowiązkowo w takiej książce powinny znaleźć się zdjęcia, nie koniecznie zapierające dech w piersiach, ale przykuwające uwagę. Czegoś takiego właśnie spodziewałem się po Mikrowyprawach w wielkim mieście

wtorek, 9 grudnia 2014

Przemysław Skokowski "Autostopem przez życie"

Zima jeszcze się właściwie nie zaczęła, w kalendarzu mamy wciąż jesień, ale faktycznie już rozgościła się dookoła. Niestety w paskudnym wydaniu listopadowego nie wiadomo czego. Krótkie dnie, spędzane najczęściej w pracy, długie wieczory i noce. Spragnieni słońca i ciepła łatwo popadamy w przygnębienie a nawet depresję. Szczęśliwcy mogą żyć wspomnieniami udanych wakacji i planować kolejne. Podczas snucia takich planów świetną inspiracją będzie Autostopem przez życie  Przemysława Skokowskiego
Jest to dosyć obszerny fragment bloga pod tym samym tytułem, będący relacją z kilkumiesięcznej podróży, jaką Przemek odbył z Gdańska do Birmy. Całą trasę pokonał autostopem, przeważnie sam, czasem tylko wędrując w czyimś towarzystwie. Nocował u ludzi korzystających z portali typu couchsurfing, przygodnie poznanych tubylców lub w rozbijanym na dziko namiocie, a raz nawet w eleganckim hotelu i to całkowicie za darmo, a całość tej niesamowitej ekspedycji nie kosztowała wiele więcej niż wczasy wykupione w biurze podróży. Wydawałoby się że przemierzywszy 26 000 kilometrów, wędrując w głąb całkowicie odmiennych kulturowo rejonów świata, miejsc nie zawsze bezpiecznych, nie można wyjść z tego bez szwanku. Przemkowi się udało. Prawie, bo i jego nie ominęła przygoda rodem z filmu sensacyjnego w..... Ale nie będę niczego zdradzać. Sami przeczytajcie. Lekki, niewymuszony styl Przemka sprawia że Autostopem ... czyta się jednym tchem. Zapadasz się jak w bagno gdzieś na dalekim wschodzie i zanim się zorientujesz już jesteś hen daleko, wędrując przez Kazahstan, łapiąc stopa w Kirgistanie, odwiedzając nocy klub w Moskwie, pijąc herbatę w jurcie czy też podziwiając świątynie w Pagan. Ta książka pachnie, brzmi i smakuje Azją, latem, przygodą, radością. Dodaje sił i daje nadzieje na przyszłość. W końcu jeśli autorowi udało się spełnić swoje marzenie, to i może mi się uda?  Poproszę o więcej.

sobota, 1 listopada 2014

Odrobina Toskanii w listopadzie


Data w kalendarzu dobitnie wskazuje na to że ciepło i słoneczko pozostało już za nami, i długo przyjdzie nam czekać na ich powrót. Właśnie dlatego zachęcam do sięgnięcia po znaną, głównie w wersji filmowej, książkę Frances Mayes Pod słońcem Toskanii. Poprawa humoru gwarantowana. 
Papierowy pierwowzór niewiele ma wspólnego z ekranizacją, a dokładniej mówiąc adaptacją. Rzecz oczywiści dzieje się w Toskanii, w posiadłości Bramasole i okolicznych miastach i miasteczkach, momentami przenosząc się do domu autorki w U.S.A., lub do słonecznej Georgi z czasów jej dzieciństwa, o której to napisała odrębną książkę. Nie jest to jednak komedia romantyczna,  jaką znamy z ekranów telewizorów, a coś pomiędzy pamiętnikiem, reportażem i literaturą podróżniczą. Frances z przymrużeniem oka opisuje najpierw etap zakochiwania się w tym pięknym regionie Italii, potem męczące poszukiwania odpowiedniej posesji do kupienia, dylematy związane z tym jakże odważnym posunięciem, zakup i wreszcie drogę przez mękę, jaką jest remont wiekowej nieruchomości we Włoszech. Relacjonując kolejne etapy tej ciężkiej pracy, malując słowem piękne Włoskie widokówki i portrety Włochów, autorka raczy nas również swoimi przemyśleniami na temat życia, sztuki, historii i kuchni. Pod słońcem pachnie bazylią, orzeszkami pinii, oliwkami, parmezanem, truflami, winem prosto z faktorii i wszystkimi przysmakami mniej lub bardziej kojarzącym się z Półwyspem Apenińskim. Pisarka zafascynowana włoską kuchnią poświęca jej bardzo dużo miejsca, część książki przekształcając w książkę kucharską. Zebrane od sąsiadów i przyjaciół, przeczytane w książkach czy też zasłyszane na targowisku w pobliskim miasteczku, tradycyjne przepisy wypróbowuje w własnej kuchni, krok po kroku opisując kolejne czynności i składniki. Dla miłośników gotowania pozycja obowiązkowa, tym bardziej że większość z produktów można kupić w naszych sklepach, a te brakujące albo domówić w sklepie wysyłkowym lub też zastąpić rodzimymi odpowiednikami. 
Pod słońcem Toskanii jest pozycją obowiązkową dla każdej osoby ciekawej świata. Jest idealna o każdej porze roku. Czyta latem sprawia że staje się ono bardziej intensywne, pachnące, wyraziste. Nawet nie opuszczając rodzinnego miasta można poczuć się jak na wakacjach we Włoszech. Jesienią i zimą doda kolorów szarej, zimnej rzeczywistości i sprawi że łatwiej nam będzie doczekać do wiosny.