piątek, 16 października 2015

Kristina Sabaliauskaite "Silva Rerum"

Kristina Sabaliauskaite "Silva Rerum"

Jest połowa XVII wieku. Wielkie Księstwo Litewskie. Szlachcic Jan Maciej Narwojsz, wraz z żoną Elżbietą i dwójką dzieci, Kazimierzem i Urszulą, ucieka z plądrowanego przez Kozaków Wilna, by schronić się w rodzinnym majątku w Milkontach. Względny spokój, jaki tam odnajdują szybko mija. Kolejne poronienia Elżbiety, choroba i śmierć  dziecka i wreszcie zetknięcie się dzieci z tym posłańcem wieczności powoduje że nad rodziną zawisa cień. Bliźnięta Urszula i Kazimierz, dorastają w dobrobycie, którego słodycz psuje łyżka dziegciu - makabryczne wspomnienia z wczesnego dzieciństwa i zbyt często odzywające się dzwony żałobne. Urszula postanawia wstąpić do zakonu i zostać świętą, tak naprawdę tłamsząc w sobie dużo złych, ale bardzo ludzkich emocji, pychę, gniew i lęk przed śmiercią. Kazimierz natomiast planuje opuścić przyjazne schronienie na wsi, i wyjechać do Wilna na studia. Obydwoje, za przyzwoleniem rodziców, swoje plany z niejakim trudem wprowadzają w życie w tym samym czasie. W ostatnie spędzone w domu święta Bożego Narodzenia, na wigilijną kolację przychodzi bezdomny i obłąkany Bonifacy Głuptasek. Bonifacy widzi przyszłość jaka czeka młodych Narwojszów, o czym głośno opowiada przy świątecznym stole. Jego przepowiednie są jednak tak niejasne i nieprawdopodobne, że nikt z nich sobie nic nie robi. Tutaj akcja powieści znacznie przyspiesza. Wkraczają liczne nowe postacie, niezwykle barwne i zapadające w pamięć na długo, jak Marian Dowgiałło, przywódca jednej ze studenckich band, szantażujących mieszkańców stolicy Wielkiego Księstwa, i Jan Delamars, pochodzący z Francji ludwisarz. Żaden z bohaterów, choć wydawać by się mogło inaczej, nie jest jednoznacznie zły albo dobry. Każdy postępuje według swoich zasadach, powodowany takimi a nie innymi okolicznościami. Nawet dumna i nieco obłudna ksieni zakonu Bernardynek, w swoim mniemaniu kieruje się dobrem drugiego człowieka.



Sylwa, czyli tytułowa Silva Rerum (z łac. las rzeczy) to nic innego jak swego rodzaju rodzinna kronika. Sylwa wywodzą się ze zbioru Silvae rzymskiego poety Stacjusza. Popularne były wśród polskiej i litewskiej szlachty. Tego typu domowe księgi zawierały przeróżne teksty literackie, poetyckie, filozoficzne, dowcipy, przepisy, nierzadko też opisy bieżących wydarzeń, na przykład obrad sejmiku, dane dotyczące ślubów, narodzin i śmierci. Dosłownie wszystko. Właśnie w postaci takiego zbioru informacji wszelakich, poznajemy historię szlacheckiej rodziny Narwojszów, ich przyjaciół i krewnych. Swoją konstrukcją, długimi, wielokrotnie złożonymi zdaniami, charakterystycznym rytmem narracji przypomina dawną pieśń lub poemat. Bez obaw jednak. Autorka tak ulepiła swoją opowieść by także w warstwie językowej przypominała ona dzieło z czasów inkunabułów, wplatając w narrację łacinę, ale jest to język zdecydowanie współczesny, a niektóre zwroty aż nadto, odrobinę rażą czytelnika, który zdążył już wczuć się w klimat Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Historia, którą opowiada nam Kristina jest mroczna, ale zdecydowanie nie gotycka, jak możemy przeczytać w niektórych recenzjach. Każdy z Najworszów, a także ich przyjaciele, skrywa jakiś sekret. Nie są to jednak mrożące krew w żyłach tajemnice, a jedyne elementy nadprzyrodzone to jasnowidzący Bonifacy, i Bazyliszek, który ukazuje się Kazimierzowi. Jest to jednak bardziej personifikacja jego sumienia niż byt faktycznie żyjący w świecie stworzonym przez Sabaliauskaite. W powieści obecna jest też postać z grubsza przypominająca bohatera literatury gotyckiej. Jest nim Jan Kirdej Biront, jedyny ocalały z rodziny, który od dnia straszliwej rzezi dokonanej przez Kozaków, wypowiedział wojnę Bogu. Nie jest to jednak człowiek obdarzony demonicznymi cechami, a jedynie bardzo skrzywdzony przez los, obrażony na cały świat, wyrachowany oszust. Dla przeciwwagi Jan powinien mieć w swoim otoczeniu kogoś nieskazitelnie dobrego, ale ani Urszula, ani Kazimierz, z którymi łączy go bieg wydarzeń, do takich nie należą. Bliżej więc Silva Rerum do powieści Dickensowskiej, i za to wielki ukłon wobec autorki. Brawa należą się również za umiejętne przemycenie do wciągającej fabuły licznych faktów historycznych, zabójstwo księcia Janusza Radziwiłła, jednej z wielkich bitew wojny Polsko – Rosyjskiej 1654 – 1667, oraz trawiących ówczesną Europę konfliktów na tle religijnym.  

Można by doszukiwać się elementów nie tyle wadliwych, co niepasujących do powieści rozgrywającej się w siedemnastowiecznej Europie, jak na przykład późna emancypacja Elżbiety Najworsz, ale nie ma sensu psuć sobie przyjemności z lektury tej świetnej powieści.


Za książkę bardzo dziękuję portalowi Dobre Książki. 

1 komentarz:

  1. Świetnie ! :). Obserwuję i liczę na rewanż :D
    http://bookfortou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń