piątek, 30 grudnia 2016

Podsumowanie roku 2016


foto. https://pixabay.com

Człowiek się nawet nie zorientował, kiedy minął kolejny rok, i przyszła pora na podsumowanie. Kolejny, już drugi pełny rok blogowania. Jaki był? Pod wieloma względami wyjątkowy. 

Od czego by tu zacząć? Dwa najważniejsze wydarzenia związane z oczytanym facetem, to zaproszenie do Radia Ram, i przekroczenie 1000 polubień na Facebooku. To pierwsze było całkowitym przypadkiem, ogromnym zaskoczeniem, i spełnieniem jednego z moich marzeń. Przypadek, bo gościem w audycji Półka z książkami miał być zupełnie ktoś inny, ale rozchorował się. Jakiś dobry, radiowy duch, szepnął o mnie słówko pani redaktor Ani Fluder, i w ten sposób trafiłem do eteru. Nie wiem czemu do dziś audycja nie została zamieszczona na stronie radia, chociaż kolejne odcinki dawno są już do odsłuchania. Tak więc nawet nie wiem jak wypadłem. Znajomi i krewni twierdzą że profesjonalnie, ale fajnie byłoby usłyszeć ten mój debiut. Jeśli jakimś cudem macie to gdzieś nagrane, proszę, udostępnijcie. Za tym poszła drobna inwestycja. Zakup pół profesjonalnego mikrofonu Blue Yeti, i własny podcast. Wciąż nie jest to audycja taka, jaką chciałbym prowadzić/nagrywać, ale pracuję nad tym, staram się by była jak najlepsza i ciekawa. Świadczy to o tym że jednak chcecie mnie czytać, za co bardzo Wam dziękuję. Za większą liczbą fanów, bo myślę że mogę już tak napisać, idzie rozpoznawalność, nowe ciekawe współprace z innymi blogerami i portalami. Rok temu pisałem że chciałbym znaleźć się w zestawieniu najlepszych blogów książkowych miesięcznika "Press". Nie trafiłem. Pocieszam się jednak tym, że w kończącym się roku "Press" takiego rankingu nie zrobił. Znalazłem się natomiast w rankingu najciekawszych, męskich blogów książkowych kwartalnik "Fanbook".

Książki czytam od najwcześniejszych lat dzieciństwa. Pierwsze, samodzielnie przeczytane książeczki, miałem na koncie jeszcze przed rozpoczęciem edukacji szkolnej. Nigdy jednak nie przeczytałem aż tylu książek, jak w 2016 roku. Liczba 55 tytułów to dla niektórych ledwie pierwszy kwartał, ale dla mnie to duża satysfakcja. W żadnym wypadku jednak nie czytam na ilość, co uważam za tak samo głupie, jak liczenie przeczytanych słów. To w zasadzie jest niemożliwe, bowiem nikt nie jest w stanie zliczyć przeczytanych słów. Kupując bilet w automacie, nieświadomie czytasz na ekranie, potem również automatycznie rzut oka na bilet i to co na nim napisane. Ile takich nierejestrowanych czytań zaliczamy w ciągu dnia? 

W minionym roku, z pośród tych 55 książek znacznie trudniej jest mi wybrać te najlepsze i najgorsze, niż w roku ubiegłym. Być może to efekt wyrobienia literackiego, i w kolejnym podsumowaniu będzie jeszcze trudniej. Postaram się jednak przypomnieć Wam najpierw te dobre, potem te złe.

Trzy najlepsze książki 2016:

1. Lars Mytting "Płyń z tonącymi" 

Tajemnica rodziny Edvard Hirifjell to nie kolejna, wciągająca, acz banalna powiastka. Powieść zachwyca delikatnością, niczym u mistrzów japońskiej prozy, i typowo skandynawskim nastrojem. Wielość wątków, tematów, kolorów i odcieni łączących się w jedną, niezwykle spójną fabułę wydaje się nie do udźwignięcia, ale pisarz poradził sobie znakomicie. Autor zaserwował czytelnikom rozrywkę najwyższej jakości. Pełną recenzję przeczytacie tutaj






2. Emily St. John Mandel "Stacja jedenaście"

Kiedyś rozkochany w literaturze fantasy i SciFi, dziś coraz częściej omijam ją szerokim łukiem.
Chlubnym wyjątkiem jest powieść Emily St. John Mandel. "Stacja jedenaście" wyróżnia się wśród innych powieści traktujących o post apokaliptycznej tematyce. W wizji autorki świat nie uległ zagładzie poprzez globalną wojnę atomową czy też atak kosmitów. Kres naszej cywilizacji położyła Gruzińska Grypa, zapewne czyjś eksperyment, albo jego efekt uboczny, który wymknął się spod kontroli. Nie odnajdziemy  tutaj żadnych żywych trupów ani mutantów, nie ma też zbyt wielu walk i krwawych pojedynków rodem z "Mad Maxa". Pojawia się co prawda zagrożenie, nie będące bez znaczenia dla fabuły, w postaci samozwańczego proroka i jego sekty, która w imię wymyślonych przez szaleńca praw zagraża bohaterom, ale jest to raczej wątek poboczny, literacki ozdobnik. Emily Mandel skupia się na czymś znacznie ważniejszym. W jej opowieści apokalipsa nastąpiła bowiem znacznie wcześniej, i co gorsza, trwa właśnie teraz, w prawdziwym świecie [...]. Cały tekst przeczytacie tutaj.

3. Lee Jung-Myung "Poeta, strażnik i więzień" 

"Poeta, strażnik i więzień" jest powieścią bardzo złożoną. Jej główną bohaterką jest sztuka pod każdą postacią, ale z naciskiem na literaturę. Jung-Myung snuje opowieść o miłości do literatury i fascynacji słowem pisanym. Tak jak śmierć ma ona wiele obliczy, i może wynikać z niezgłębionej wrażliwości, jak w przypadku jednego ze strażników, Yuichiego, i więźnia Yuna Dong-ju, lub okrucieństwa otaczającego nas świata. Koszmar wojny, trauma i wyrzuty sumienia czynią jednego z bohaterów sadystą, ale rozbudzają w nim również wielką, literacka pasję. Wśród osadzonych w więzieniu, literatura pełni rolę środków uspokajających, odurzających, które choć na chwile pozwalają zapomnieć o tu i teraz, dają nadzieję, przenoszą do innego, lepszego, piękniejszego świata. Powieść Jung-Myunga to również świadectwo tego co może zdziałać sztuka, jak wpływa na ludzi, zmieniając ich nie do poznania, jak cierpimy gdy zostaniemy jej pozbawieni, a także jak boimy się nieznanego. W tym przypadku nieznanym jest literatura i muzyka, która napotyka na swej drodze ludzi ubogich duchowo, ślepych i głuchych na wszelkie piękno. Całą recenzję przeczytacie tutaj.

Trzy najgorsze książki 2016 roku: 

1. Monika Błądek "Gloria" 

Rzadko kiedy nazwisko autora mówi nam o tym jaka jest jego proza. "Gloria" jest błędem, i nigdy
nie powinna była powstać. Porównania do "Igrzysk Śmierci",  to niemal bałwochwalstwo . W Glorii autorka już na pierwszej stronie popisuje się brakiem logiki. Główna bohaterka wędruje przez płonącą, osiemnastą dzielnicę, przedziera się przez rozedrgane od gorąca powietrze, i .... drży z zimna. Brakuje konsekwencji i oryginalności. Wyraźnie widać niemal bezczelne wzorowanie się na cyklu "Dary Anioła". Co prawda pisarka zmieniła nadprzyrodzone postacie na kosmitów i cyberpunk, ale schemat jest niemal identyczny, łącznie z przytulną, domową bazą pod Krakowem i rodzinnymi koligacjami, łączącymi kolejne postacie. W miarę lektury nasuwają się kolejne skojarzenia z innymi utworami popkultury, na przykład z filmem "Man In Black". Kosmici według Błądek to dziwaczne stwory, obrośnięte łuskami, poruszające się na kończynach wyposażonych w szpony. W filmie było to nawet zabawne, ale to była komedia, której nikt nie traktował poważnie, a z kilku słów od autorki, zamieszczonych na początku książki wynika że do nowej powieści, i zawartych w niej wątków militarnych podeszła bardzo poważnie. Dorzućmy jeszcze do tego gramatyczne potworki ("Siostra była zbytnią skrupulantką (!), żeby o tym zapomniała (!!)), oraz stylistykę, która przypomina bloga osamotnionej nastolatki, której jednak brakuje wyobraźni by ubarwianie swojego życia uczynić prawdopodobnym. Cały tekst do przeczytania tutaj.

2. Krzysztof Piskorski "Cienioryt"  

Największe czytelnicze rozczarowanie 2016 roku.  Po autorze świetnej "Krawędzi czasu" i laureacie Zajdla, spodziewałem się fajerwerków. W dużym skrócie wygląda to tak, że Arahon co chwila walczy z liczniejszym i silniejszym przeciwnikiem, nierzadko pokonując w pojedynkę ośmiu, dziesięciu szermierzy. Zostaje wmieszany w międzynarodowy i między wymiarowy spisek, błyskawicznie zaprzyjaźnia się na śmierć i życie z nowo poznanymi ludźmi, a potem, (uwaga, mały spoiler) zabili go i uciekł. Liczne, absurdalne momenty zwrotne stawiają na drodze Arahona, coraz silniejszych i bardziej potwornych wrogów, w tym tego głównego, o którym  Piskorski pisze jako o Wrogu, niczym o Tym Którego Imienia Niewolno Wymawiać. Kolejne wątki odkrywają coraz więcej zapożyczeń, począwszy od „Człowieka w masce”, przez „Rec” oraz cykl Łukjanienki opowiadający o patrolach dziennym i nocnym, skąd ewidentnie Piskorski wziął pomysł na wielowarstwowy cień, na tanich, latynoskich telenowelach skończywszy.  Do tego bigosu należy dodać jeszcze brak konsekwencji, w osobie wszechwiedzącego narratora, który będąc niejako fizycznie związanym z Arahonem, dokładnie wie co się dzieje w każdym zakątku miasta, zna przeszłość bohaterów i historię regionu do kilkuset lat wstecz. Pełen tekst recenzji przeczytacie tutaj

3. John Scalzi "Wojna starego człowieka"

Intrygująca fabuła, w której do międzygwiezdnej armii są przyjmowani tylko i wyłącznie emeryci,
wydawała się być smakowitym kąskiem. Gdy jednak przyszło co do czego, debiut Scalziego okazał się być czytadłem dla mało wymagających geeków. John Scalzi nie tylko nie wziął pod uwagę możliwości zarysowania bliżej realiów z których wyrosła jego opowieść, ale najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego że jego czytelnicy będą myślącymi istotami. Jego bohaterowie, w stu procentach emeryci, nie zachowują się jak emeryci, nie mówią w ten sposób, ani nie myślą jak ludzie którzy mają za sobą  czy czwarte stulecia doświadczeń. Sceny rozgrywające się przez pierwsze dni po zaokrętowaniu na statku kosmicznym, równie dobrze mogłyby znaleźć się w powieści o młodych, krewkich i silnych wojakach ze SWATU czy innej jednostki specjalnej. Nie tłumaczy tego nawet fakt, iż bohaterów poddano nietypowej kuracji odmładzającej, przeszczepiając ich ... świadomości do nowych ciał, wyhodowanych z ich mocno zmodyfikowanego DNA. Dalej mamy już właściwą część powieści, czyli wojnę. John wraz ze swoim plutonem bierze udział w kolejnych bitwach, w których za przeciwników ma przerażających, jedynie w zamyśle pisarza, obcych. Kolejni kosmici mają tylko owadzie odnóża, ludzkie ręce i dodatkowe kończyny z nożami zamiast dłoni, są rozmiarów figurek z jajek niespodzianek, a niemal wszyscy pożerają namiętnie ludzi, kręcąc kulinarne programy telewizyjne z udziałem celebrytów. Scalzi niewiele więcej miejsca poświęca odwiedzanym przez SOK planetom, co bardzo upraszcza całą opowieść, i wprowadza czytelnika w stan znudzonej hibernacji. Czytamy dalej byle tylko przeczytać. Scalzi próbuje nadać swoje książce jakieś głębsze dno, snując rozważania na temat napędów skokowych, materii i wszechświatów, ale czyni to książkę jeszcze bardziej śmieszną. Więcej przeczytasz tutaj

Jakie plany na rok 2017? Więcej dobrej literatury. Więcej czytelników. Lepsze, ciekawsze podcasty. Może przeprowadzka bloga na własną domenę? I największe na chwilę obecną marzenie, objąć patronat nad jakąś książką. Życzę Wam spełnienia Waszych planów i marzeń w nowym roku.

3 komentarze:

  1. Jestem tu nowy, a szkoda, że dopiero teraz tu trafiam, bo widzę, że prowadzisz bardzo ciekawą stronę. Dobrze, że czytaj.pl opublikowało Twoją recenzję. ;) Masz wspaniałe wyniki w 2016 roku, życzę, by 2017 był równie dobry a nawet lepszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak fajnie, że wygrała u Ciebie książka "Płyń z tonącymi". Mam ją na regale, jeszcze nieprzeczytaną. Ale jest w planach na ten rok :)
    Moja trójka w minionym roku była kobieca:
    1. Amerykaana Chimamanda Ngozi Adichie
    2. Prowadź swój pług przez kości umarłych Olga Tokarczuk
    3. Pani furia Grażyna Plebanek

    OdpowiedzUsuń